Sezon 2010/11
11.05.07 ODRA OPOLE : Victoria Chróścice 2:0
Za nami mecz w Opolu z Victorią Chróścice. Przyniósł on wreszcie zwycięstwo, choć wciąż można było się przyczepić do stylu w jakim je odniesiono. No ale zwycięzców się nie sądzi. Na trybunach protest i doping z pod znaku kultury i szydery.
Pierwsza połowa zaczęła się nie źle i już w 17. minucie nasza ekipa wyszła na prowadzenie w tym meczu. Nie brakowało niestety też groźnych akcji gospodarzy, którzy nawet zdobyli gola, który jednak na szczęście padł ze spalonego. Trzeba też przyznać, że dobrze grały Opolskie „skrzydła” i kilka razy udało się otworzyć drogę do bramki gości, jednak za każdym razem nawet w doskonałych sytuacjach brakowało zimnej krwi, precyzji lub szczęścia i gole po tych ładnych akcjach nie padały.
Druga połowa niestety wyglądała dużo gorzej. Co raz lepiej poczynali sobie goście, którzy zagrażali bramce Opolan często, a w końcówce meczu inicjatywa na pewno należała do nich i byli blisko wyrównania, co się im nie udało na skutek braku tych samych cech napastników, których w pierwszej połowie zabrakło Opolanom. W doliczonym czasie gry po wrzutce z rzutu wolnego, gola głową zdobył Tadeusz Tyc i ustalił wynik meczu na 2:0.
Na trybunach bardzo przeciętna frekwencja, co odbiło się także na dopingu. Ten trwał przez 10 minut pierwszej połowy po czym włączyliśmy się w ogólnopolską akcję protestacyjną, przeciwko zapędom władz, które chcą zwalczyć wszystkich kibiców i naszą pasję! Dlatego opuszczamy sektor A i przenosimy się na inne sektory, zaś przed pustym sektorem wisi tylko transparent „Trybuna zamknięta na wniosek Donalda Tuska”. Stan ten trwa do końca I połowy. W drugiej odsłonie meczu doping wraca i jest przeplatany z okrzyków na cześć Odry, antyrządowych i o tym, że „nikt nie lubi PZPN”, a „zawsze i wszędzie… policja nie fajna będzie”. I tak mecz przechodzi do historii, miejmy nadzieję, że taka jedna kolejka wystarczy, aby trafić do prezesa rady ministrów, który nie powinien zwalczać jakichkolwiek środowisk tylko z populistycznych pobudek.
11.05.03 BKS Stal Bielsko-Biała : ODRA OPOLE 1:0
Na skutek zamknietego sektora gości tylko 4 kibiców Odry na sektorze gospodarzy, w roli działaczy klubowych.
11.04.30 Polonia Łaziska Górne : ODRA OPOLE 1:1
Za nami mecz Odry w Łaziskach Górnych i choć żaden z kibiców Odry nie mógł go zobaczyć przedstawiamy w kilku zdaniach relację z tego meczu. Na zbiórce stawia się nie co ponad 25 osób, ale niestety dla 3 z nich zabrakło miejsca w aucie i nie dojechały na spotkanie. W Strzelcach Opolskich dołącza do grupy 5 osób z Olesna i w 3 dyszki jedziemy do Łazisk. Podróż mija szybko i spokojnie, choć dość długo szukamy „stadionu” gospodarzy.
Kiedy pod niego podjeżdżamy, czeka już na nas komitet powitalny w osobach kilkudziesięciu policjantów, uzbrojonych jakby czekali na przybycie na mecz Osamy Bin Ladena i z podobnym nastawieniem w stosunku do nas. Po długotrwałych rewizjach osobistych i przeszukaniach samochodów, a także spełnieniu innych formalności, zawiedzeni faktem, że nie ma się do czego przyczepić mundurowi przy współpracy miejscowych działaczy każą nam wracać do Opola. Bo bezskutecznych dyskusjach 25 osób jedzie do Bytomia na mecz Polonii z Jagiellonią, zaś 5 wraca do Opola. Dodajmy, że wszyscy docierają do Opola w spokoju. I ten wyjazd przechodzi do historii.
11.04.23 ODRA OPOLE : ROW Rybnik 0:1
Dzisiejszy mecz z ROWem Rybnik to pojedynek przez niektórych określany meczem sezonu, a przez innych nawet najważniejszym meczem ostatnich lat, bo przegrana właściwie wykluczała nas z szans na awans. Niestety, mecz zakończył się porażką i najprawdopodobniej kolejny sezon po raz kolejny jeździć będziemy po boiskach gimnazjów jak w Psarach. Co do samego meczu, możemy być zadowoleni. W sektorze A stawiło się tym razem ponad 1000 kibiców, a w sektorze gości 350, z czego część stanowili kibice Górnika Zabrze. Na pozostałej części zasiadło około 1500 osób, więc frekwencja sięgnęła blisko 3.000 osób.
Dobra frekwencja nie mogła dziwić przy podjętych przez nas środkach reklamowych, a kolejki przed kasami już godzinę przed meczem to widok w Opolu nie widziany od dawna. Nasz bardzo głośny doping w tym dniu był rewelacyjny niestety tylko momentami, chociaż w pierwszej połowie nie można było narzekać. Niestety, druga połowa i brak sukcesu ze strony naszych piłkarzy przełożył się na nieco cichszy doping. Pod koniec meczu wciągamy starą sektorówkę-herb i niebiesko-czerwone flagi. Goście również z oprawą i jednakowymi szalikami. Zaprezentowali się dobrze, chociaż u nas pozostali właściwie niesłyszalni. Mecz zakończył się niestety porażką, ale taka frekwencja, w taki dzień, pokazała, że kibice w Opolu są na poziomie ekstraklasy.
11.04.16 Orzeł Babienica/Psary : ODRA OPOLE 1:4
Za nami kolejny wyjazd na mecz Odry. Przed najistotniejszym spotkaniem sezonu graliśmy mecz, który miał decydować o tym, czy za tydzień z ROWem Rybnik będziemy grać o wszystko czy już o nic. Aby pozostać w grze musieliśmy wygrać.
Udało się. Na kameralnym boisku w Psarach po niewyraźnych 40 minutach, w czasie których nic się nie działo, a jeśli nawet to raczej nasi gracze byli w tarapatach, dwa razy ukąsił Adam Setla i w 2 minuty wyprowadził nasz zespół na dwubramkowe prowadzenie, które utrzymało się do przerwy. Po niej niestety początek scenariusza z pierwszej, co gorsza gospodarze swoją dobrą grę przypieczętowali golem w 60. minucie. I gdy wydawało się, że znów przyjdzie nam drżeć o wynik, osiem minut po golu dla Orła rewelacyjny rajd wokół miejscowych graczy urządził sobie Krystian Kowalczyk, a zakończył go strzałem na bramkę i trzecią dla Odry bramką w tym meczu. Po kolejnych 4 minutach dobił rywali… Adam Setla, stając się naszym najskuteczniejszym graczem. Wynikiem 4:1 zakończyło się to spotkanie ku ogromnej radości piłkarzy i kibiców z Opola. Walka o awans trwa, za tydzień jej ważna (może najważniejsza) bitwa!
Kibice z Opola wyjechali w ok. 40 samochodach i spokojnie jechali, aż do Gwoździan, gdzie odbyła się jedyna (a nie jak planowano jedna z trzech) zbiórka samochodów mająca na celu zebranie kolumny w całość. Od tego miejsca w konwoju policyjnym jeździliśmy po województwie Śląskim aby tuż przed meczem dotrzeć na Psar, na miejscowe boisko (bo na pewno nie stadion). Na meczu wieszamy 2 flagi i transparent „NIESPEŁNIONE RZĄDU OBIETNICE = TEMAT ZASTĘPCZY KIBICE” (o jego znaczeniu pisaliśmy na naszej stronie wcześniej). Doping jak na warunki jego prowadzenia niezły, ale daleki od ideału. Generalnie bardzo piknikowy wyjazd i ciężko było się momentami zmusić do włączenia w śpiewy. Po golach, ku trwodze miejscowych organizatorów, padają płoty (na skutek oparcia się o nie) co mocno poprawia humory. Powrót podobnie jak podróż do Psar mija spokojnie i wyjazd kończy się. Do historii przechodzi więc jeden z najbardziej folklorystycznych wyjazdów w naszej historii, a my wierzymy, że nigdy więcej tego, ani żadnego podobnego boiska w Polsce już nie odwiedzimy, a pierwszy krok ku temu to awans do II ligi!
11.04.02 KS Myszków : ODRA OPOLE 1:0
Za nami drugi wyjazd tej rundy, drugo pociągiem specjalnym, ale za to wreszcie zwycięski. KS Myszków przegrał wczoraj z Odrą 1:0 co śledziło 250 kibiców z sektora gości. Zapraszamy na krótką relację z tego meczu.
Zacząć warto od minusów. Pierwszym z nich jest liczba daleka od satysfakcjonującej, choć należy pamiętać, że na wcześniejszych meczach Odry w Myszkowie, chyba nigdy nie było nas ponad 100. Drugi minus to zachowanie niektórych wyjazdowiczów, którzy mocno upojeni alkoholem chcieli chyba zepsuć ten wspaniały dzień innym, za co kara spotkała ich już w Opolu. Wreszcie trzeci i ostatni minus. Była nim Myszkowska ochrona. Nie ma sensu rozwodzić się nad ich zachowaniem, dodamy tylko że było ono sprzeczne z chyba wszelkimi zasadami i nie spotkaliśmy takiego jeszcze nigdzie na stadionach od ekstraklasy po piąty poziom rozgrywkowy. Wszystkim, którzy odczuli to na własnej skórze obiecujemy, że podejmujemy już kroki, aby agencję tą spotkała kara.
Teraz pozytywy. Pierwszym oczywiście jest wynik i choć druga połowa była bardzo nerwowa, udało się wygrać co bardzo cieszy, gdyż punkty te dają nam 3 miejsce w ligowej tabeli i szansę na odrobienie kolejnych strat. Na plus można też ocenić doping, wyraźnie głośniejszy niż w Częstochowie z kilkoma bardzo dobrymi momentami. Dziękujemy też za wsparcie 55 osobowej grupie Polonii Bytom! Podróż mija nam bez przygód i w dobrych humorach, wyraźnie zwycięstwo dodało chęci na zabawę w czasie drogi powrotnej. O godzinie 22.00 jesteśmy w Opolu i wyjazd ten przechodzi do historii.
11.03.26 ODRA OPOLE : LZS Piotrówka 3:2
Podróż z nieba do piekła i z powrotem, tak chyba można określić to co działo się na Oleskiej wczorajszego wieczora. Niezła frekwencja, dobry doping i piłkarskie emocje to wszystko złożyło się na to emocjonujące widowisko.
Piłkarze zaczęli ze sporym animuszem. Już w 8. minucie Adam Setla dał Odrze prowadzenie i wywołał radość na trybunach. Niestety po dwóch minutach był już remis bo błędzie obrony i naszego bramkarza. Co gorsza nim minęły dwa kwadranse pierwszej części gry, Odra już przegrywała. Obie bramki dla gości zdobył Maciej Mizgajewski. Wynik ten utrzymał się do przerwy, w czasie której słuchać było wiele głosów niezadowolenia i braku wiary. W tej części gry niestety wyraźnie nie spisywała się najsilniejsza Opolska formacja – defensywa. W drugiej połowie mogliśmy jednak przebyć podróż z powrotem do nieba. Najpierw niesiony głośnym dopingiem Adam Setla, który staje się etatowym strzelcem naszej ekipy, w 64. minucie dał Odrze remis, a na 10 minut przed końcem spotkania swego gola zdobył też Tadeusz Tyc, którego gol ustalił wynik 3:2 dla Opolan i wywołał wprost niesamowitą radość na trybunach!
Kibicowsko przez cały mecz dobry doping, choć znacznie lepszy w 2 połowie, kiedy kilka momentów było wprost rewelacyjnych. Frekwencja na poziomie 1000 osób też może się podobać, zważywszy na pogodę tego dnia. Warto wspomnieć o dwóch transparentach, które tego dnia zawisły na naszym stadionie. Pierwszy „W Łęcznej tylko GÓRNIK!” dotyczył kuriozalnej sytuacji w Łęcznej. W tym miejscu zapraszamy na stronę tylkogornikleczna.pl na której osoby nie znające sytuacji mogą dowiedzieć się czemu wsparliśmy kibiców spod wschodniej granicy. Drugi był formą upamiętnienia jednego z najlepszych piłkarzy w historii Odry – Zbigniewa Guta, którego rocznica śmierci przypada w dniu dzisiejszym (27 marca dop. red.).
11.03.19 Victoria Częstochowa : ODRA OPOLE 1:1
W Częstochowie padł remis 1:1 przy najwyższej frekwencji gości jaką widział (w czasach zorganizowanego ruchu kibicowskiego) stadion Victorii. Była to więc inauguracja która może cieszyć, ale także rozczarowała.
To co cieszy rozpoczęło się ok. 11.00 na Opolskim dworcu PKP. To tutaj zebrała się liczna grupa kibiców, aby wkrótce potem wyruszyć pociągiem specjalnym na wyjazd do Częstochowy. Dla organizatorów jest to tym większy sukces, że udało się przełamać passę niepowodzeń związanych z organizacją pociągów specjalnych, która ciągnęła się za nami jeszcze od czasów I ligi. Radosny pociąg dotarł do Częstochowy ok. 13.20, a po kilkukilometrowym marszu dotarliśmy do usytuowanego dość ciekawie stadionu Victorii. Nie było żadnych problemów z załatwieniem wejściówek, wchodzeniem i przeszukiwaniami. Otrzymaliśmy bardzo specyficzne bilety, pamiętające (wg organizatorów) rok 1962. A oceniając po ilości rozdysponowanych biletów na sektorze gości pojawiło się nas 410 osób, w tym 50 braci z Bytomia i 10 z Lubina, którym dzięki za wsparcie! Warto nadmienić, że jest to jedna z naszych najlepszych liczb wyjazdowych. Sektor gości, którego zajęcie nam proponowano bardzo nie przypadł nam do gustu, więc postanawiamy usiąść na prostej, wyłączonej z użytku trybunie. Po krótkich rozmowach z obserwatorem, zmieniamy sektor i siadamy na prostej, po drugiej stronie boiska. W tym miejscu ukłon dla organizatorów, którzy po raz kolejny poszli nam na rękę i nie robili problemu, umożliwiając nam wygodne śledzenie sportowych poczynań.
Doping na początku meczu dobry, potem mocno osłabł, jednak nie spadał poniżej pewnego poziomu. Pierwszy zryw miał miejsce po golu dla Odry i był efektem radości, drugi po bramce dla gospodarzy w końcówce meczu, aby krótkimi okrzykami zmotywować piłkarzy z Opola do gry. Gol dla nas niestety nie padł i mecz zakończył się „przegranym” remisem 1:1. Szybko opuszczamy stadion, idziemy na dworzec, skąd udajemy się w podróż do Opola, trwającą ponad 2 godziny. Bez żadnych przygód docieramy do naszego miasta, gdzie towarzystwo się rozchodzi i ten ciekawy wyjazd przechodzi do historii.
10.11.20 Unia Krapkowice : ODRA OPOLE 0:3 [regionalny PP faza wstępna]
Mecz zweryfikowano jako w.o dla gospodarzy, gdyż w Odrze wystąpił nieuprawniony zawodnik.
Za nami ostatnie spotkanie Odry w tym sezonie. Pierwszy pucharowy pojedynek zakończył się, zgodnie z zapowiedzią, spokojną wygraną. Nasi piłkarze stanęli na wysokości zadania, nie zawiedliśmy też my-kibice.
Piłkarsko pierwsza połowa to całkowita dominacja naszych piłkarzy. Piłka dosłownie kilka razy przekroczyła połowę. Masowe ataki, liczne rzuty rożne, dziesiątki wrzutek i prawdziwe zamknięcie w polu karnym nie przyniosły jednak skutku i do przerwy był bezbramkowy remis. Po przerwie zmiana obrazu gry… Unia częściej urywała się i kilka razy groźnie zaatakowała, jednak Jakub Bella, który wrócił do bramki był zawsze na posterunku. Na szczęście po kilku minutach Odra weszła znów we właściwy rytm meczowy. W 60. minucie było 1:0 po golu Tadeusza Tyca, 18 minut później, ten sam zawodnik strzelił drugą bramkę, by wreszcie na dziewięć minut przed końcem spotkania po skrzydle „urwać się” obrońcom, podać do Jaworskiego który dopełnił formalności i ustalił wynik meczu na 3:0 dla Odry.
Kibicowsko warto wspomnieć o fanach gospodarzy, którzy tłumnie (zajęli całą swoją trybunę) przybyli na ten mecz, a część z nich nawet dopingowała swój zespół. Doping oczywiście daleki był od ideału, ale pełen ambicji i zapraszamy wszystkich kibiców z Krapkowic na mecze Odry w Opolu!
Z Opola na mecz przybyło ok. 200 osób. Wpuszczono nas na trybunę „leśną”, którą zajęliśmy w dużej części. Doping z naszej strony nie zły, choć bez „ognia”. Cieszy duża ilość czapek w barwach na sektorze, które dały bardzo dobry efekt. Na płocie zawisła mała flaga reprezentacyjna oraz transparent skierowany do kibiców Odry i zachęcający do wsparcia akcji mikołajkowej. W efekcie zbiórki na ten cel zebraliśmy 651,38 zł. Wszystkim, którzy tak hojnie nas wsparli DZIĘKUJEMY!
10.11.14 Skałka Żabnica : ODRA OPOLE 0:2
„Żaden Wasz kibic nie zostanie wpuszczony na stadion” i „Lider będzie w cenie” to dwa tytuły wiadomości z oficjalnej strony klubu przed ostatnim meczem rundy ze Skałką Żabnica na wyjeździe. Pierwszy zapowiadał zero wyjazdowe z powodu zakazu klubu gospodarza i policji, drugi ciężki bój o ostatnie ligowe punkty tej jesieni. Jak zderzyły się one z rzeczywistością?
Od pierwszych minut piłkarze Odry pokazali, że chcą grać o wszystko i ruszyli na miejscowych z wielkim impetem. Słabł on jednak po upływie pierwszych 30 minut. Tak więc pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, choć bliżej objęcia prowadzenia byli goście, a gospodarze właściwie tylko raz zagrozili bramce strzeżonej przez Rozmusa. Druga połowa zaczęła się wyrównanie, ale od 70. minuty znów więcej z gry mieli Opolanie i groźnie atakowali, co zaowocowało pięknym golem Tadeusza Tyca w 78. minucie. Gol ten jednak zmotywował zawodników Skałki, którzy ruszyli do ataku i kilka razy bliscy byli wyrównania. Na 6 minut przed końcem zawodów sędzia podyktował karnego dla Odry (po faulu na Tycu w polu karnym), którego po profesorsku… „sknocił” Dominik Franek. Po tej sytuacji, gospodarze ruszyli z kolejnymi atakami i kiedy blisko było wyrównania w 90. minucie ten sam Dominik Franek pokonał bramkarza Skałki i dał Odrze zwycięstwo 2:0 co wywołało szał radości wśród piłkarzy, sztabu szkoleniowego i chyba każdego kibica Odry, który o tym wiedział. Tym samym mistrzem jesieni naszej ligi został ROW Rybnik z sześcioma punktami przewagi nad naszą Odrą, a Skałka odniosła pierwszą porażkę w tej rundzie na swoim boisku. To jednak nie koniec relacji, bo wyjazd ten miał także swoje kibicowskie akcenty…
Po szumnych zapowiedziach „niebieskich” i działaczy-krętaczy z Żabnicy decyzja „Jednej Odry” w sprawie wyjazdu mogła być tylko jedna – odpuszczamy organizację tego wyjazdu. Nie oznacza to jednak, że nie staramy się dojechać na miejsce. Chętnych znalazło się dość wielu, a „pocztą pantoflową” udało się przekazać mnóstwo cennych informacji o trasie, zbiórkach itp. W ten sposób od rana z Opola niezależnie od siebie wyrusza kilkadziesiąt samochodów i zmierza w stronę… Czech i Słowacji. Za granicami formują się grupki i jedziemy na ustalone miejsce zbiórki. Jeszcze zakupy Czeskich „kulinariów w płynie” i kilka dyskusji z koko… pepikami i ruszamy dalej, na kolejną zbiórkę (część osób miała spore problemy w trakcie podróży). Wjeżdżamy do Polski i zaczynają się problemy związane z „przygotowaniami do Euro 2012” czyli remontami wszystkich dróg na Żywiecczyźnie, trochę błądzenia i dojeżdżamy w bezpośrednie sąsiedztwo Węgierskiej Górki, gdzie oczekujemy chwilę na resztę. Wraz z nimi pojawiają się kibice Górala Żywiec, którzy pomagają nam obrać optymalną trasę po za zasięgiem mundurowych, którym dzięki za pomoc! Kilka minut jazdy i zatrzymujemy samochody w lesie, na wzniesieniu pod którym widać stadion. Turystycznym szlakiem schodzimy w dół ze śpiewem na ustach i trafiamy prosto pod kameralny stadionik, na którym od pół godziny trwa już mecz. Po bezowocnych poszukiwaniach kas, postanawiamy przeskoczyć niewielki płotek i maszerujemy na trybunę. Staje na niej około 150 fanów Odry, w tym liczne delegacje Polonii i Zagłębia, którym dzięki wielkie za wsparcie! Ruszamy z dopingiem i prowadzimy go do przerwy. Ochrona w tym czasie ogranicza się do nie wchodzenia nam w drogę. Jednak w przerwie okazuje się, że „za przeskoczenie płotu grożą nam zakazy stadionowe” więc mimo woli musimy opuścić stadion. Czekamy jeszcze chwile i udajemy się w bardzo długą (z powodu korków i remontów), acz nadzwyczaj spokojną drogę powrotną. W domach meldujemy się po ok. 12 godzinach, szczęśliwi z udanej eskapady, zagrania na nosach wszystkim, którym nasza obecność była nie w smak i wspaniałego wyniku piłkarskiego.
10.11.11 ODRA OPOLE : Rozwój Katowice 2:2
Za nami ostatni mecz Odry w Opolu w tym roku. Mecz ciekawy piłkarsko i z kibicowską oprawą godną święta jakie wczoraj obchodziliśmy.
Od pierwszych minut mecz toczył się w szybkim tempie i nie brakowało dogodnych okazji do zdobycia gola. W 14. minucie do siatki Rozwoju trafił Tadeusz Tyc i Odra wyszła na prowadzenie. Jednak wkrótce potem goście doszli do głosu kilka razy groźnie atakując bramkę strzeżoną przez Damiana Rozmusa, który jednak bronił wyśmienicie. Niestety w dwie minuty przed końcem spotkania skapitulował on i do przerwy był remis. Po przerwie znów ruszyła Odra, choć Rozwój groźnie kontrował. W efekcie tego w 61. minucie spotkania na prowadzenie wyszła znów Odra za sprawą gola głową Brzozowskiego. Niestety niespełna dziesięć minut później był już remis po golu Sebastiana Komina. To wyraźnie rozjuszyło naszych graczy którzy do końca oblegali bramkę Rozwoju, jednak brakowało precyzji, skuteczności, szczęścia lub na posterunku był bramkarz gości i mecz zakończył się remisem 2:2. Punkt ten pozwolił odrobić minimalnie stratę do lidera (Skałka przegrała bowiem z ROWem) i kolejna, ostatnia, kolejka da nam odpowiedź na pytanie „na co stać Odrę wiosną”.
Kibicowsko mecz również mógł się podobać. Kilkaset osób zebranych na Oleskiej, z tego duża ilość w młynie, dobrze dopingowało swój klub. Kiedy piłkarze wyszli na boisko odtworzony i odśpiewany przez kibiców został hymn państwowy, a towarzyszyła mu oprawa. Dwa transparenty składające się na hasło „Kraj, który już tyle wycierpiał powstał, by walczyć o wolność swą” zostały uzupełnione setką flag narodowych co dało ciekawy efekt. Zdjęcia oprawy znajdziecie na dole strony w naszej galerii. Po oprawie na płocie zawisło 10 płócien, w tym debiutująca w Opolu flaga zgodowa Odry i Polonii. Doping od początku na niezłym poziomie, ze zrywem po bramce i lekkim wyciszeniu po straconym golu. W drugiej połowie udało się wyeliminować wyciszenie po utraconym golu i cały czas poziom wokalny był nie zły.
10.11.06 Start Bogdanowice : ODRA OPOLE 0:1
Za nami kolejny wyjazd w trzeciej lidze. Nie wiele różnił się on od poprzednich. Nie zła frekwencja wśród gości i gospodarze, którzy chcą zobaczyć piłkarską markę jaką jest Odra. Ważne natomiast, że nasi piłkarze po nie łatwym meczu, na niełatwym terenie wygrali 1:0 po golu w pierwsze połowie autorstwa Bartosza Szepety.
Mecz piłkarsko był bardzo nudny. Gospodarze nie chcieli przegrać, Odra grzeszyła nieskutecznością. Boisko szybko ochrzczone przez fanów „kartofliskiem”, o rozmiarach bardziej przypominających arenę spotkań piłkarzy ręcznych niż nożnych, także nie ułatwiało gry i obecni „podziwiali” marne spotkanie, pełne przypadku i chaosu. Na szczęście w pierwszej połowie padł gol dla Odry, choć były ku temu lepsze sytuacje, a w drugiej brakowało szczęścia miejscowym, lub na miejscu był nasz młody bramkarz – Damian Rozmus. Odra stworzyła sobie kilka dogodnych sytuacji szczególnie po dobrych prostopadłych podaniach, ale żaden z piłkarzy nie był w stanie przypieczętować zwycięstwa.
Kibicowsko mecz przeciętny. Doping ciągły z lepszymi i gorszymi momentami. Akustyka stadionu powodowała, że nasze śpiewy zapewne najlepiej słyszały krowy w miejscowych oborach. Fanów Odry na ten mecz przybyło ok. 200. Na płocie zawisły dwie flagi. W przerwie nudów było dla nas już zbyt wiele. Przez megafon leci wyjazdowy hit „balanga” wyśpiewywana głośno przez kibiców, a w międzyczasie odbywa się konkurs kto najwyżej przyklei wlepkę Odry na… „jupiterze”. Po bardzo zaciętej rywalizacji zwycięzca przykleił ją na samym reflektorze nie dając konkurencji szans na odpowiedź. Po tym wydarzeniu „zabawa w rytmach disco” rusza jeszcze raz i trwa aż do rozpoczęcia drugiej części meczu, a nawet w jej trakcie. Po meczu tradycyjne śpiewy z piłkarzami i ruszamy do Opola. Ta bez przygód i bez historii upływa spokojnie w obie strony.
10.10.29 ODRA OPOLE : Pniówek Pawłowice Śląskie 1:0
Piątkowy wieczór najprzyjemniej spędza się na stadionie, śledząc sportowe emocje. Niestety jednak, w dzisiejszym meczu Odry próżno było ich szukać. Zapraszamy na krótką relację ze spotkania Odry Opole z Pniówkiem Pawłowice Śląskie.
Pierwsza połowa spotkania nie byłą porywająca, ale mogła się podobać. Widać było wolę walki i chęć zwycięstwa, które zawsze wysoko oceniamy u piłkarzy, nie brakowało też, ku zadowoleniu kibiców, strzałów z dystansu, które niestety nie przyniosły skutku. W 20. minucie na prowadzenie wyprowadził i, jak później się okazał, zapewnił zwycięstwo naszej drużynie Tadeusz Tyc, który strzelił swoją drugą bramkę w tym sezonie i może radośnie świętować swoje urodziny.
Druga połowa, podobnie jak pierwsza, przebiegała pod dyktando Odry, choć nie było to ciekawe widowisko. Ataki Odry często kończyły się około 16 metra, brakowało skuteczności i klarownych sytuacji i wyniku nie udało się poprawić. W ostatnich minutach Pniówek przejął na jakiś czas inicjatywę, a w ostatniej akcji, nawet bramkarz gości zapędził się w pole karne naszej drużyny by pomóc w walce o remis. Na szczęście wszystkie te wysiłki spełzły na niczym.
Kibicowsko mecz bez historii. Około tysiąc osób na stadionie, w tym jak zawsze liczna grupa na młynie, który przez 90 minut niósł piłkarzy do sukcesu. Nie zabrakło piosenek motywujących Opolskich piłkarzy do ciągłej walki. Po meczu podziękowania dla naszych graczy, a także dla trenera Dariusza Kaniuki, który za te wyrazy wdzięczności i zaufana zareagował bardzo sympatycznie. Po przybiciu „piątek” kibice rozeszli się do domów. I na tym należy tę relację skończyć.
10.10.23 Skalnik Gracze : ODRA OPOLE 1:5
Walka, ambicja, dobra gra, realizacja taktycznych założeń, a przede wszystkim skuteczność. To pierwsze przymiotniki, jak nasuwają się na myśl po obejrzeniu meczu Odry ze Skalnikiem w Graczach. Zapraszamy na krótką, lekko spóźnioną, relację.
Jak bardzo potrzeba wygranej, trzech punktów i goli, wiedzieli przed tym meczem chyba wszyscy. I chyba wszyscy liczyli, że wreszcie nastąpi przełamanie Odry, okazja była ku temu dobra bo Opolanie grali z przedostatnią ekipą ligi, a motywacji nie mogło brakować. W pierwszej połowie Odra prowadziła grę i miał przewagę, ale mecz do złudzenia przypominał te które widzieliśmy jużw tym sezonie, ciągłe ataki, walka, dużo akcji do przodu, ale mniej strzałów, a goli wcale. Do czasu… Jeszcze w pierwszej połowie pierwszy gol dla Opolan i prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo, gdyż po zaledwie kilku minutach wyrównali piłkarze Skalnika i do przerwy wynik był 1:1, a kilku kibiców na pewno przypomniały się głupio utracone punkty w poprzednich kolejkach.
W przerwie, w szatni mieliśmy jednak do czynienia z jakąś nadzwyczajną mobilizacją, gdyż na drugą połowę Opolanie wyszli z ogromną wolą walki i parli do przodu. Wreszcie otworzył się worek z bramkami, najpierw gol na 2:1, zaraz potem 3:1, a piłka wciąż pod bramką piłkarzy gospodarzy. 4:1 i pod koniec meczu… Tadeusz Tyc swym strzałem ustala wynik na 5:1. Wygranej takiej bardzo brakowało, każda kolejna bramka wywoływała szał radości na sektorze zajmowanym przez przyjezdnych z Opola. Miejmy nadzieję, że piłkarze się odblokowali na dobre i teraz już w żadnym meczu nie będzie można narzekać na skuteczność. Wówczas będziemy spokojni o wyniki naszej drużyny.
Kibiców z Opola około 200, z dwiema flagami – „Najwierniejsi” i „replika” dobiły płot kameralnego obiektu w Graczach oraz nie złym dopingiem. Zabawa trwała od początku meczu jednak kolejne gole budziły nowe pokłady energii i doping był co raz głośniejszy, niosąc piłkarzy ku kolejnym bramkom. Po meczu tradycyjne podziękowania z piłkarzami, „piątki” i wspólne śpiewy. Przyjemna, acz krótka droga z Opola i z powrotem upłynęła spokojnie. I na tym można tę radosną relację zakończyć.
10.10.15 ODRA OPOLE : LZS Leśnica 0:0
Mecz o przełamanie, o wszystko, o 6 punktów – tak wszyscy zapowiadali mecz Odry z LZSem Leśnica. Na murawę wybiegła drużyna chcąca grać o remis – Leśnica, i kompletnie odmieniona (w stosunku do spotkania w Chróścicach), gotowa do walki, ambitna – drużyna Odry. Niestety po 90. minutach okazło się, że tylko kibice nie zawiedli.
Piłkarzom po tym meczu nie przyjdzie dopłacić ani złotówki do klubowej kasy z tytułu sprzedania liczby biletów poniżej ligową średnią, gdyż na Oleskiej zjawiło się w piątkowy wieczór ok. 1000 osób, w tym blisko 300 na młynie. Doping od początku mógł się podobać, był głośni o równy i dopracowaliśmy pewne szczegóły, choć trzeba też zauważyć, że doping nie był miażdżący i do najwyższego poziomu było bardzo daleko.
Piłkarze od początku ruszyli na Leśniczan i przez pierwsze 15 minut chyba nie wypuścili ich z własnej połowy. W 25. minucie meczu jedyną w meczu groźną sytuację wyprowadzili gości, ale wynik się nie zmienił. Ciągłe ataki Odry też na nic się zdały i do przerwy było 0:0.
W drugiej połowie obraz gry nie zmienił się znacznie. Odra atakowała, Leśnica z rzadka się odgryzała. Jednak ataki jednej i drugiej strony kończyły się zwykle w okolicach 16. metra. Bolesne było, że piłkarze z Opola mimo wielkiej ambicji nie umieli konstruować akcji i każdy kolejny atak to długie podanie od obrońców do napastników i strata..
Doping skupiony był na wsparciu dla piłkarzy, których dopingowano „prośbą i groźbą”, co jednak na nic się zdało. Po meczu krótkie podziękowania między piłkarzami i kibicami i kolejny mecz przechodzi do historii. Kolejna porażka (bo tak teraz musimy patrzeć na każdą stratę punktów) boli co raz bardziej i pozostaje nam już tylko liczyć na przełamanie się w Graczach, gdzie wspierać wszyscy będziemy piłkarzy za tydzień.
10.10.09 Victoria Chróścice : ODRA OPOLE 1:0
Za nami pierwszy z serii trzech meczów z drużynami z Opolszczyzny. W sobotnie popołudnie jechaliśmy po pewne 3 punkty do ligowego outsidera. Oto jak ta wizja zderzyła się z rzeczywistością.
Na zbiórce melduje się ok. 100 fanów Odry, dużo większa grupa dojeżdża do Chróścic bezpośrednio. Droga wyjątkowo mija bardzo szybko. Po krótkich debatach z miejscowymi „bileterami” wchodzimy wszyscy na trybunę miejskiego estadio. Zajmujemy więcej niż połowę trybuny i szacujemy się na 250 osób + trochę fanów footballu. Doping na początku meczu bardzo dobry i na takim poziomie utrzymywał się przez pierwszą połowę. Na płocie wiszą 2 flagi – Odra Opole, FC Dobrzeń Wielki i Śląsk Opolski Zawsze Polski. W repertuarze także nie zapominamy o swoich politycznych zapatrywaniach i kilka razy „zachęcamy niezadowolonych Niemców do wyjazdu na zachód”, po za tym pozdrawiamy dziadków z OZPNu i przypominamy im, że mają wobec nas długi finansowe.
Gra piłkarzy w tej części meczu trudna do opisania. Niby ciągłe posiadanie piłki i pełna kontrola gry, a jednak zabrakło nie tylko goli, ale nawet groźnych akcji.
W drugiej połowie doping od początku troszkę siada i niestety już się nie poprawia. Postawa piłkarzy (nie wynik, a postawa) też do tego nie zachęcają, a kiedy w 58. minucie jest 1:0 dla gości zaczyna robić się dramatycznie. W dopingu zaczynają dominować krótkie okrzyki „tylko zwycięstwo”, „chcemy zwycięstwa”, „ten mecz musimy wygrać” i „Odra grać…” niosło się co raz częściej po Chróścicach. Niestety nic nie pomogło. Kiedy na kilka minut przed końcem nie zmienia się ani wynik, ani obraz gry i po raz pierwszy raz od 1,5 roku słychać głosy o „braku ambicji” zmuszeni jesteśmy pokazać swoje zdanie na ten temat. Wszyscy solidarnie opuszczamy sektor i bez pożegnania ruszamy do Opola. Podkreślmy w tej krótkiej relacji, to nie był protest w związku z wynikiem, z miejscem w tabeli, a jedynie w związku z brakiem ambicji. Dla nas wciąż słowa „Czy wygrywasz czy nie…” są formą credo i nigdy nie opuścimy klubu z powodu słabszych wyników. Zawsze jednak będziemy wymagali walki, której wczoraj nie dostrzegaliśmy u wielu zawodników. I tak zostawmy ten temat…
10.10.01 ODRA OPOLE : BKS Stal Bielsko-Biała 1:1
Po wielu godzinach przygotowań, dniach oczekiwania i zmianie godziny meczu doczekaliśmy wreszcie na mecz rundy w Opolu. Jak już anonsowaliśmy było to zarówno piłkarskie jak i kibicowskie święto, spotkanie dwóch najlepszych ligowych ekip. Oto krótkie podsumowanie i przypomnienie tego co przeżywaliśmy na stadionie.
Zacząć warto od informacji, że na stadionie zadebiutował nowy, estetyczny zegar, na jaki na Oleskiej czekaliśmy od dawna. Pozwalamy sobie w tym miejscu pogratulować władzom klubu, za realizację tego planu, który tak długo musieliśmy odwlekać w czasie. Na stadionie zebrało się bardzo dużo bo ok. 1,5 tysiąca osób i choć do upragnionego rekordu zabrakło trochę, to frekwencja może się podobać, tym bardziej, że ok. połowa przybyłych zajęła pełny tego dnia sektor A i głośno dopingowała. W tej liczbie blisko 40 osobowa delegacja Zagłębia Lubin, którym dziękujemy za tak liczne wsparcie. Przed i w czasie meczu udało się zrealizować kilka planów. Po Opolu i okolicach jeździły busy zapraszające na mecz, doping prowadziliśmy z pomocą nagłośnienia, nie zabrakło oprawy. Uznać więc należy, że zarówno ze strony klubu jak i nas kibiców wszystko udało się zorganizować jak należy. I tu powinny paść słowa podziękowania dla tych, dzięki którym się to udało, bo dawno nie spadło nam pod nogi takie gro problemów.
Doping od początku meczu dobry, choć bez „petardy”. Na sektorze gości 66 osób z Sosnowca, które po 30 min meczu udały się do domu, główna, ok. 130 osobowa grupa z Bielska nie dotarła niestety na mecz, gdyż zatrzymała ich policja. Tytułem komentarza dodamy, że biorąc pod uwagę wcześniejsze żądanie zmiany pory rozgrywania meczu, z powodu powrotu przyjezdnych, mamy chyba do czynienia z jakąś „niebieską schizofrenią” której już nawet się nie dziwimy, ale odsyłamy osoby podejmujące obie decyzje do odpowiednich specjalistów.
Piłkarze Odry od pierwszej połowy ruszyli z kopyta i już po 3. minutach gry mogło być 1:0. Cała pierwsza połowa była bardzo wyrównana i śmiało można stwierdzić, że grały ze sobą dwie najlepsze ligowe ekipy.
W drugiej połowie kibicowski festiwal. Z pomocą sprzętu grającego dopracowaliśmy melodię nowej piosenki – „Odra to my”, która długo i donośnie niosła się po stadionie tego dnia. Doping stał na naprawdę dobrym poziomie, choć biorąc pod uwagę liczbę osób na „młynie” mogło być o wiele lepiej. Niestety znów dał o sobie znać brak barw, których większość nie potrafi założyć na wierzch kurtki czy bluzy.
W drugiej połowie miała też miejsce oprawa – debiut nowej grupy Ultras Odra Opole. Na płocie pojawił się transparent z napisem „Jesteśmy tak ZAJARANI życiem, że nie uwierzycie” oraz namalowaną racą i ogniem wrocławskim, które odegrały w całej oprawie kluczową rolę. Na sektorze pojawiła się sektorówka – herb klubowy, a kiedy tylko znikła znad głów kibiców sektor rozbłysnął blaskiem rac i OW, co dało jak zawsze piękny efekt.
Druga połowa to także piłkarski spektakl. Zaraz po przerwie na prowadzenie po zamieszaniu w polu karnym wyszła Odra, a wkrótce później mogło być już 2:0. Niestety zamiast tego po 5 minutach było 1:1, po kolejnym w tym sezonie błędzie defensywy przy stałym fragmencie gry. Ten wynik utrzymał się do końca spotkania, które stało na bardzo wysokim poziomie i mogło cieszyć oko każdego kibica. Odra rozegrała na pewno swój najlepszy mecz w sezonie jak do tej pory, choć pozostaje pewien niedosyt.
Po meczu podziękowania dla piłkarzy za grę i walkę oraz wspólne śpiewy. A zaraz potem bardzo długi melanż z kibicami Zagłębia, którym za wspólną zabawę dziękujemy! Do zobaczenia niedługo.
10.09.25 ODRA OPOLE : Polonia Łaziska Górne 0:0
Trudno opisać to co dziś działo się na boisku przy Oleskiej w czasie meczu Odry z Polonią łaziska Górne. Na boisku podkreślmy, gdyż na trybunach nie wydarzyło się nic ciekawego, w czasie gdy na murawie tętniło życie.
Zacznijmy jednak o kibicowskich kwestii. Niespełna tysiąc widzów zasiadł na trybunach stadionu przy Oleskiej i dzisiejszą frekwencję można uznać za jedną z najsłabszych w tym sezonie. Nie imponowała też liczebność młyna, ani odsetek osób w barwach i należy na to zwrócić uwagę, gdyż na mecze WSZYSCY PRZYCHODZIMY W BARWACH (sektorowej koszulce i z szalikiem)! Doping przeciętny, choć jak na liczebność sektora A nie zły, a w drugiej połowie momentami bardzo dobry. Oczywiście sektor A został dobrze oflagowany. Z obowiążku kronikarza dodajmy „gości nie odnotowano”. Jako swego rodzaju ciekawostkę należy zauważyć, że na trybunie krytej zawisł dziś transparent „O wielkości klubu świadczą jego kibice. 1 X 10 Bijemy rekord frekwencji w III lidze”.
Na boisku tymczasem ciągłe oblężenie bramki gości, atak za atakiem wyprowadzali piłkarze Odry z wielkim zaangażowaniem i wolą walki. Tylko kilka razy w całym meczu Daniel Rozmus musiał bronić bramki Opolan. Ukoronowaniem tego meczu był rajd w polu karnym Macieja Michniewicza, który wystawił piłkę Frankowi. Po jego strzale przed utratą gola gości ochronił ręką obrońca – Mariusz Komar. Czerwona kartka i rzut karny. Na stadionie wybuch radości…
Kibic nieobecny na tym meczu po takim opisie mógłby zastanawiać się, nie jakim wynikiem zakończył się mecz, a jedynie jak wysoką wygraną Odry. Niestety dodać trzeba, że ambitne ataki Odry były równie zawzięte co nieporadne i nie przyniosły gola, zaś opisana akcja, skutkująca karnym, miała miejsce w doliczonym czasie gry, do futbolówki podszedł Marcel Surowiak i … trafił w słupek. Po tym strzale sędzia zakończył mecz. Wynik końcowy 0:0.
Bywają i takie mecze, i mimo całego niezadowolenia trzeba przyznać, że zabrakło tak naprawdę głównie szczęścia. Może wciąż płacimy „frycowe”, a może po prostu musimy pamiętać, że i takie mecze się zdarzają. Na pewno jednak piłkarze muszą zapomnieć o tym spotkaniu i za tydzień wyjść na, może najważniejszy w sezonie, mecz z BKSem Bielsko Biała z pełną wolą zwycięstwa.
Zaś my kibice musimy pamiętać o wielkiej mobilizacji na ten mecz i dać z siebie wszystko, zarówno przed meczem, aby padł zapowiadany rekord frekwencji, jak i w jego trakcie, aby NIEZALEŻNIE od wyniku wspierać naszych zawodników.
10.09.18 ROW Rybnik : Odra Opole 2:1
Pierwszy wyjazd od 1,5 roku – tak mobilizowaliśmy się na wojaż do Rybnika. Rzeczywiście od meczu w II lidze z Koroną, jeździliśmy tylko na bardzo bliskie samochodowe wyjazdy. I oto 18 września przyszło nam przypomnieć sobie klimat wyjazdu. Warto jeszcze dodać, że pociągiem na wyjazd, w zorganizowanej grupie udaliśmy się pierwszy raz od ponad 2 lat (11 maja 2008 graliśmy we Wrocławiu ze Śląskiem).
„W pociągu jest tłok, na dworcu jest tłok, kibice na Odrę jadą…” śpiewali dawniej Opolscy fani, wczoraj to samo można było śpiewać od godziny 11.00 na dworcu w Opolu. Wtedy bowiem bardzo liczna grupa fanów zaczął zbierać się przy wejściu na dworzec Opole Główne. Kiedy kilkanaście minut później ponad 400 osób na dworcu i w przejściach podziemnych zaśpiewało „To my Odra Opolska…” wrażenie było jakby drżały ściany. W pociągu nie mały tłok, ale zabawa przednia. Ciągłe śpiewy przy akompaniamencie bębna były wyborną rozgrzewką przed meczem. Przesiadkę mamy w Nędzy i tu niemiłą niespodzianka, bo pociąg był wyraźnie mniejszy niż ten jadący z Opola. Warunki podroży, ciężkie, choć humory dopisywały. Z dworca w Rybniku odjeżdżamy w kordonie policji podstawionymi autobusami i na półtorej godziny przed meczem meldujemy się na stadionie ROWu.
Wejście niesamowicie szybkie, wiele osób wchodzi bez biletów, bez przeszukania. Podziw wśród organizatorów meczu wzbudził fakt wysłania, zgodnie z ustawowym zapisem, listy wyjazdowej z którą nie wiedzieli co zrobić (dzięki temu nikt nie sprawdzał ile osób przyjechało na mecz nie zapisując się wcześniej na wyjazd). Łącznie na sektorze melduje się 465 osób i jest to nasza oficjalna liczba na tym wyjeździe. „Jesteśmy zawsze tam…” ryknęliśmy po wejściu na sektor do pustego jeszcze stadionu. Wywieszamy 7 flag – „Opolscy Fanatycy”, „Najwierniejsi”, dwie biało-czerwone, dzielnicową flagę Zaodrza oraz Fan-Clubowe Kluczborka i Tułowic. Kiedy na stadion wjeżdża autokar z piłkarzami z Opola, zostaje przywitany gromkimi śpiewami.
Czas przed meczem upływa spokojnie i bardzo wolno. W związku ze słabym zaopatrzeniem cateringu, wiele osób zamawia sobie posiłki spoza stadionu. Wreszcie na murawę wychodzą piłkarze. Gospodarzy na stadionie ok. 600 osób, z czego większość śpiewa w młynie. Wywieszają kilka flag. Od początku meczu nie mieli jednak szans przebić się z dopingiem przez nasze śpiewy, już w 6. minucie stan ten jeszcze się pogłębił po wspaniałym golu Sebastiana Deji, który z kilkudziesięciu metrów, strzałem „nie do obrony” wyprowadził naszą Odrę na prowadzenie. Wynik nie zmienia się już do końca połowy, podobnie jak dopingowa dominacja naszej ekipy wyjazdowej nad gospodarzami. Gospodarze w tej części prezentują jedną oprawę złożoną z napisów na transparentach i sektorówki, poświęcone nagonce medialnej na kibiców. Początek drugiej połowy troszkę słabszy w naszym wykonaniu, choć fani ROWu i tak na pewno nie mieli łatwego życia. W 55. minucie do remisu doprowadzają gospodarze, a 17 minut później już prowadzą 2:1 po dwóch rzutach rożnych. Mimo, że nasza drużyna była wyraźnie lepsza na boisku nie udało się już zmienić tego wyniku, co jest smutne biorąc pod uwagę jak wielkie szanse nam on dawał. Pewną pociechą jest jednak fakt, że po zmianie wyniku doping Opolskich Fanatyków nie słabł i fani wciąż wspierali swych graczy. Nie zabrakło zabawy bez koszulek i innych akcentów „nakręcania dopingu”. Gospodarze prezentują jeszcze 2 oprawy – chaos z flag wraz z piro i jakąś sektorówkę.
Po meczu oczywiście gromkie „Nic się nie stało…” śpiewał nasz sektor kiedy piłkarze i kibice z Opola wzajemnie sobie dziękowali. Zaraz po meczu udajemy się do autobusów i jedziemy na dworzec w Rybniku. Przesiadka w drodze powrotnej tak jak wcześniej w Nędzy i powrót to Opola, długi i tym różniący się od jazdy w stronę Rybnika, że w nieco gorszej atmosferze. W Opolu meldujemy się tuż po 21.00, część fanów udaje się ze śpiewem na ustach na rynek, reszta rozchodzi się do domów i okolicznych knajp. Tak do historii przechodzi pierwszy od dawna „normalny” wyjazd. Bez wątpienia wyjazd wyjątkowy, gdyż nigdy jeszcze nie byliśmy na meczu w tak doskonałej liczbie, nie dominowaliśmy tak wyraźnie nad gospodarzami, a jednak pozostaje pewien niedosyt, może spowodowany wynikiem, może nie całkiem spełnionymi oczekiwaniami kibicowskimi, nie zmienia to faktu, że należy się cieszyć z takiej mobilizacji w naszych szeregach, a piłkarze w dwóch kolejnych meczach w Opolu muszą po prostu zdobyć 6 punktów i wszystko wróci do normy.
10.09.10 Odra Opole : Orzeł Babienice/Psary 3:0
Po porażce i remisie przed własną widownią Odra miała w meczu z Orłem wreszcie sięgnąć po wygraną. Kibice zaś po raz ostatni ćwiczyli swą formę przed wyjazdem do Rybnika. Efekty pracy jednych i drugich miło było śledzić.
Piłkarze wyszli na boisko walczyć i wygrywać. Po pierwszej połowie nasi piłkarze prowadzili 1:0 po golu Marcina Majera. A gra mogła się naprawdę podobać. Nie brakowało ataków skrzydłami, choć większość z nich kończyła się fiaskiem.
Na trybunach zasiadło ok. 1000 widzów co można ocenić jako nie zły wynik, biorąc pod uwagę konkurencję w postaci festiwalu. Swój festiwal piosenki Opolskiej, urządziło sobie na stadionie ok. 300 kibiców, zebranych na sektorze A. Cieszy, że w doping kilka razy włączali się fani zebrani na trybunie krytej naszego stadionu. Trzeba jednak zauważyć, że po koniec pierwszej części meczu niektórym „zabrakło prądu” i doping w ostatnich minutach osłabł. Odnotować należy też fakt, że na trybunie krytej zawisł transparent zachęcający do zapisów na wyjazdowy mecz o treści „www.dorybnika.jednaodra.pl – Bądź tam z nami!”.
W drugiej połowie piłkarze grali jeszcze lepiej, właściwie nie dając pograć rywalowi. Przewagę wreszcie udało się udokumentować odpowiednią ilością bramek i na listę strzelców wpisali się Krystian Kowalczyk i Dominik Franek. Kolejne gole wywoływały prawdziwy entuzjazm wśród kibiców.
Doping w tej sytuacji szedł lepiej, równo i głośno. Sprawdzili się też nowi bębniarze. Co ważne dopracować udało się wprowadzaną ostatnio piosenkę co dało dobry efekt, gdyż śpiewaliśmy ją naprawdę długo i głośno.
Po meczu tradycyjne już podziękowania dla piłkarzy i wspólne śpiewy. Nie zapomnieliśmy też o gromkim przypomnieniu, że celem najbliższego tygodnia jest wygrana w Rybniku z ROWem.
10.09.04 KS Krasiejów : Odra Opole 0:1
Kolejny wyjazd na Opolszczyznę za nami. Wyraźnie marazm nam już dokucza. Jaki właściwie był ten wyjazd? Z Opola liczna grupa kibiców. Piłkarze wygrali 1:0, choć znów zabrakło skuteczności gdyż wygrać mogli dużo wyżej. Ale zacznijmy od początku.
Zbiórka w Opolu wyszła dość dobrze, licznie przybyli kibice i wszyscy razem ruszyliśmy w stronę Ozimka, w kolumnie jeszcze okazalszej niż 2 tygodnie temu. Na miejscu zupełny folklor i kompletnie nieprzygotowani gospodarze na przyjęcie takiej grupy kibiców, zero parkingów, zero pomocy ze strony miejscowych. Udało się jednak znaleźć miejsca parkingowe dla wszystkich i zaczęło się mozolne wchodzenie na stadion, wbrew strachom (i cenie na bilecie) wejściówka kosztowała 5zł, za co dziękujemy organizatorom.
Na miejscu sektor gości „trochę” za ciasny jak na nas, więc stajemy wszędzie dookoła niego. Na płotach pojawiają się 4 flagi – „Śląsk Opolski Zawsze Polski”, „Najwierniejsi”, „Załoga Boga” i „Odra Opole – replika”. Pod tym względem miła odmiana w postaci kilku wysokich płotach, które pozwoliły w pełni zaprezentować nasze flagi. W sektorze melduje się ok. 300 osób + kilka rozsianych po miejscowych knajpach.Cieszy dość duża ilość barw (daleka jednak od ideału co tłumaczyć można tylko pogodą). Doping wczoraj nie zły, choć ułożenie „sektora” mocno utrudniało równy i głośny śpiew. Po meczu szybko rozchodzimy się do samochodów i bez kłopotów wracamy do domu.
Podsumowując. Na naszych wyjazdach utrzymuje się dość stała liczba 300 osób. Odbija się na nas mocno folklor wyjazdów ostatnich miesięcy i kompletny brak atrakcji kibicowskich (w postaci jakiejkolwiek zorganizowanej grupy kibiców wśród naszych przeciwników) przez co wielu osobom trudno dawać z siebie 200%. Na szczęście na kolejnym wyjeździe zrywamy wreszcie z tym marazmem, bowiem już tylko kilkanaście dni dzieli nas od wyjazdu do Rybnika!
10.08.28 Odra Opole : KS Myszków 1:1
Kolejny mecz Odry na Oleskiej za nami. Zaczynając, wyjątkowo, od strony piłkarskiej. Znów mimo wielkiej przewagi Odry nie udało się zdobyć kompletu punktów. Jedni będą narzekali na brak szczęścia, inni skuteczności, kolejni na sędziego. Fakt jest jednak faktem, Odra w meczu z Myszkowem po dobrej grze, zdobywa tylko 1 punkt. W meczu na pewno nie zabrakło emocji, sędzia podyktował po karnym w każdą stronę, padły dwa gole, nie obyło się też bez prowokacji piłkarzy gości po wyrównaniu.
Dla kibiców to było nie złe spotkanie. Ok. 1200 osób na stadionie, z czego jakieś 400 w sektorze A to wyniki satysfakcjonujące, choć na pewno nie rewelacyjne. Doping od początku meczu szedł dobrze. Nie można było narzekać na jego głośność, choć niestety po przerwie i utracie gola jego jakość spadała. Zabrakło też motywacji dla piłkarzy w końcówce, po wyrównaniu, gdyż wielu kibiców swą uwagę skupiło na arbitrze i piłkarzach przyjezdnych. Na płocie pojawiło się 7 flag. Po meczu oczywiście podziękowania dla piłkarzy za ambicję i wolę walki której nie zabrakło na pewno. Na meczu widziana jedna osoba z Myszkowa.
10.08.21 LZS Piotrówka : Odra Opole 1:2
Pierwszy mecz w III lidze, poza Opolem, przyszło Odrze grać w jakże dobrze znanej Piotrówce. Zbiórka samochodów ma miejsce pod halą okraglak, gdzie pojawia się ok. 200 osób. Z tego miejsca zwartą kolumną udajemy się w stronę Piotrówki. Droga mija szybko i bez atrakcji, więc na ponad 30 min przed meczem pojawiamy się na „stadionie”. Dojeżdżają jeszcze osoby, które na zbiórce się nie zjawiły i na stadionie jesteśmy w 350-400 osób (co trudno oszacować dokładniej) co jest niezłym wynikiem.
Na płocie znajdują się 4 flagi: FC Strzelce Opolskie, Załoga Boga, Najwierniejsi i Odra Opole – replika. Doping średni, ale przez cały mecz wspierany wuwuzelami, których używamy w ramach promocji kultury afrykańskiej, tak popularnej w Piotrówce. Piłkarsko mecz stał na dość słabym poziomie, do przerwy Odra przegrywała, jednak ambicji nie zabrakło i ostatecznie mecz zakończył się zwyciestwem 2:1 Opolskiej drużyny co wywołuje szał radości w naszych szeregach.
Po meczu wszystkie, już bez wyjątków, samochody zbierają się razem i jedziemy do Opola. Droga znów krótka i spokojna niby wakacyjny wypad. Z nami na tym wyjeździe kilkuosobowe delegacje obu zgód, którym dzięki za obecność!
10.08.14 Odra Opole : Victoria Częstochowa 0:1
Blisko dwa miesiące oczekiwania na ligowy sezon to już przeszłość. Za nami pierwszy mecz Odry i przez kilka miesięcy czas będziemy odmierzali od meczu do meczu. Ten pierwszy mecz niestety nie był pod żadnym względem wielkim sukcesem. Piłkarsko porażka 1:0, choć Odra cały mecz przeważała i była lepszą drużyną. Doping z lepszymi i gorszymi momentami…
Początek drugiej połowy to dobra zabawa i długo ciągnięta piosenka, a więc poziom dobry o jaki powinniśmy się starać w każdym meczu przez 90 minut. Po utracie bramki jednak już tylko bluzgi na przyjezdnych prowokatorów wychodziły dobrze, bo do dopingowania naszej drużyny niektórym chyba zabrakło motywacji. Kibicu! Czy jeśli drużyna nie prowadzi do czego przywykliśmy w poprzednim sezonie nie warto śpiewać?! To my musimy ponieść piłkarzy dając z siebie wszystko. Nie wystarczy śpiewać „czy wygrywasz czy nie…” trzeba jeszcze w te słowa wierzyć, w sobotę wielu fanatykom tej wiary zabrakło!
Za pozytyw należy uznać przygotowaną przez klub oprawę – baloniadę na całym stadionie, która na pewno dała dobry efekt. Nowością było też bogate stoisko z gadżetami klubowymi i kibicowskimi, które cieszyły się nie małym „wzięciem”. Coraz więcej jest osób ubranych w koszulki w barwach na stadionie i mamy nadzieję, że ta tendencja zostanie utrzymana.
W ramach zbiórki na sektorze A zebraliśmy 616,66zł, które zostaną przekazane dla chłopaków z Jagielloni Białystok. Zbiórka na trybunie krytej wyniosła 435,54zł. Dziękujemy wszyskim którzy nas wsparli! Łącznie zebraliśmy więc ponad 1000zł, co jest bardzo dobrym wynikiem. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, brak kibiców gości (czego należało się spodziewać).
Jak mówi stare przysłowie „pierwsze koty za płoty” obyśmy teraz ruszyli z kopyta.
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Relacje z tego sezonu pochodzą ze strony www.lastdrakkar.oleska51.pl
09.06.20 Piast Strzelce Opolskie : Odra II Opole 0:0
Widzów: 400
Nas: ok. 300 (ok.50 PB)
Sobotnie popołudnie ok. 250-300 fanów Odry (w tym kilkudziesięciu kibiców Bytomskiej Polonii, którym dziękujemy za przybycie!) postanowiło spędzić oglądając ostatni mecz Odry Opole w tym sezonie.
Mecz odbywał się w Strzelcach Opolskich, a rezerwy Odry grały z tamtejszym Piastem. Piłkarzom nie można odmówić ambicji i chęci walki, ale brakowało skuteczności. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, po nie najpiękniejszym spotkaniu. Boiskowe wydarzenia zeszły dla nas jednak na drugi plan w stosunku do wydarzeń na trybunach. Doping raz lepszy raz gorszy, ale prawie nie przerwany. Przez cały mecz zaznaczamy, nadzieję że „IV liga dla Oderki” o czym już w czwartek zadecyduje OZPN, trans o tej treści wisiał też przez cały mecz na płocie stadionu.
Było to szczególnie ważne wydarzenie dla naszego FC Strzelce Opolskie, które dało dowód, że jest najlepszym spośród Fan Clubów Odry. Już w pierwszej połowie stworzyli oni oprawę w której skład weszły niebieskie i czerwone flagi na kij oraz drobna pirotechnika (kilkadziesiąt stroboskopów, świece dymne itp.) co dało bardzo fajny efekt. Śpiewami zaznaczyli też, że „całe Strzelce są za Odrą” z czym nie sposób się nie zgodzić. Druga połowa przynosi początek prawdziwej zabawy. Najpierw Strzeleccy fani Odry prezentują drugą oprawę składającą się z ok. 20 rac. Potem tańczymy „labado”, wreszcie duża grupa osób wysypuje się przez niski płotem i po bieżni stadionu z śpiewem na ustach okrąża boisko.
Sytuacja ta, oczywiście nie podoba się sędziemu, który postanowił udowodnić, że jest panem sytuacji i każe nam przenieść się za płotek. Aby nie szkodzić naszym młodym piłkarzom tam się udajemy i…. zaczynamy doping na dwie strony. Śpiew w ten sposób daje bardzo dobry efekt. Kilka minut przed końcem spotkania wracamy na swój sektor, a po ostatnim gwizdku sędziego kilkadziesiąt osób wyskakuje na murawę, aby wraz z piłkarzami świętować awans i dostać koszulki od piłkarzy. Śpiewamy też chwilę z naszymi zawodnikami i tak kończy się nasz pobyt w Strzelcach Opolskich
09.06.13 Odra II Opole Victoria Dobrzyń 0:0
Widzów: 100
Gości: 0
Wczoraj na stadionie przy Oleskiej odbyło się spotkanie rezerw Odry Opole z Victorią Dobrzyń. Na trybuny stadionu zawitało ok. 100 najwierniejszych fanów Oderki. Z tego ok. 40 zebrało się w młynie, czasem śpiewając. Z boiska wiało niestety nudą i nieskutecznością, zaś mecz zakończył się wynikiem 0:0.
09.06.07 LZS Piotrówka : Odra II Opole 2:2
Widzów: 400
Nas: ok. 300
Mecz drugiej drużyny Odry Opole, był dla nas – kibiców tej drużyny, okazją aby po raz kolejny wyruszyć w trasę za swoja drużyną. Ten wyjazd był jednak oryginalny i inny niż wszystkie. Przede wszystkim już dawno kibice Odry nie jechali na mecz tak blisko, bo mecz odbywał się w Piotrówce koło Strzelec Opolskich (przeciwnikiem był miejscowy LZS). Po drugie już dawno nie jechaliśmy na wyjazd w tak dużej grupie, wybrało się na ten mecz bowiem ok. 300 fanów z Opola (dokładną liczbę trudno niestety oszacować).
Była to okazja aby poczuć smak wyjazdów jakie już niedługo czekają nas w IV lidze (miejmy nadzieję tam nasz klub będzie startował od kolejnego sezonu). Jeśli wyjazdy w tej klasie rozgrywkowej będą tak udane jak ten to na pewno bardzo przypadną nam one do gustu. Dobra zabawa, głośny doping, momentami bardzo żartobliwy, możliwość wyjścia do baru w czasie meczu, dobry wynik, to wszystko złożyło się na dobrą ocenę tego wyjazdu. Młodzi piłkarze na to spotkanie wybiegają w białych koszulkach z napisem „Oderka nigdy nie zginie!” za co bardzo im dziękujemy, gdyż odbieramy to jako wyraz ich związania z klubem, który wszyscy tak kochamy.
Pierwsza połowa kończy się wynikiem 2:0 dla gospodarzy, co nie przeszkadza nam głośno dopingować. W tej części gry także FC Strzelce Opolskie odpala kilka rac.
Na płocie przez cały mecz wisi flaga tego FC, który zjawił się w 40 osób na tym meczu, co można uznać za bardzo dobry wynik i dowód, ze jest to jeden z najlepszych naszych Fan Clubów. Druga połowa na boisku odbywa się już pod dyktando naszych zawodników, którzy doprowadzają do remisu i gwarantują sobie awans do IV ligi. Doping także utrzymuje się na wysokim poziomie, nie brakuje w nim akcentów pro Polskich, co wynika z dużej liczby „Niemców” zamieszkujących tę miejscowość.
Wyjazd na pewno bardzo miły i udany. Zarówno my jak i mieszkańcy Piotrówki na pewno będą go długo wspominać.
09.05.30 Odra Opole (seniorzy) : Odra Opole (juniorzy) 4:2
Widzów: ok. 200
Wczorajsze spotkanie na Oleskiej, na pewno nie należało do radosnych. Dało się wyczuć w powietrzu powagę i smutek, bo chyba wszyscy zdawali sobie sprawę, że pewien rozdział historii naszego klubu kończy się. Na stadionie zebrało się ok. 200 osób, za co wszystkim przybyłym dziękujemy! Cieszymy się, że niezależnie od sektora na którym zasiadamy są kibice, dla których liczy się nasz klub, a nie jego sytuacja.
W trakcie spotkania na stadionie piłkarze pierwszej drużyny rozegrali mecz z drużyną rezerw, a nie jak miało to mieć miejsce z Górnikiem Łęczna. Kibice trochę śpiewają, głównie piosenki związane bezpośrednio w tym co stało się w naszym klubie.
Piłkarze po zakończonym sparingu podchodzą pod sektor, śpiewają z nami. Ma miejsce wzajemne podziękowanie za minioną, trudną rundę. Dostajemy koszulki na pamiątkę.
Po meczu grupka kilkunastu osób wciąż zostaje na sektorze. Trudno opuścić na dłużej miejsce z którym jesteśmy tak związani. Ostatecznie wychodzimy na murawę, chwilę kopiemy piłkę, rozmawiamy i snujemy plany świetlanej przyszłości naszej Odry…
PO MECZU ZE STILONEM GORZÓW ODRZE ZAWIESZONO DZIAŁALNOŚĆ, A MY – KIBICE ŚLEDZILIŚMY POCZYNANIA DRUGIEJ DRUZYNY.
09.05.23 Stilon Gorzów Wielkopolski : Odra Opole 2:1
Widzów: 2000
Nas: 43
Wyjazd do Gorzowa był przedostatnim (czas pokazał, że odwołano mecz z Widzewem, więc Stilon był ostatnią odiwedoną przez nas drużyną w I lidze na kika lat) jaki czekał nas fanów Odry na szczeblu centralnym na najbliższe kilka lat. Mimo, że zdecydowaliśmy się jechać na niego samochodami liczyliśmy na niezłą frekwencję. Tak jednak nie było.
W sobotni poranek z Opola wyrusza kilka samochodów i kieruje się w stronę Lubina. Czas upływa na rozmowach, wspomnieniach z dawnych lat kibicowskich, piciu napoi wyskokowych, słowem klimat wyjazdowy. W Lubinie zgarniamy ostatniego członka naszej eskapady (któremu jako jedynemu udało się pogodzić pobyt w piątek na meczu Zagłębia Lubin z Koroną i sobotni wyjazd Odry) i jedziemy do Gorzowa. Warto podkreślić, że droga wiodąca do tego miasta jest naprawdę dobra co w naszym kraju nie jest normą. Droga bez żadnych przygód. W Gorzowie, na stadionie witają nas mundurowi, delegat PZPN i dyrektor ds. bezpieczeństwa Stilonu. Wszyscy razem starają się mnożyć problemy, ale ostatecznie udaje się dopisać osób do listy i wszyscy wchodzimy na sektor. Łącznie meldują się na nim 43 osoby.
Doping z naszej strony sporadyczny, ale dość głośny. Stilon wystawia dość mały młynek, ale wytrwale śpiewa przez cały mecz i dobrze się bawi choć do różnorodności dopingu i jego głośności można by mieć zastrzeżenia. Piłkarze po raz kolejny przegrywają po walce, co nie ma już większego znaczenia dla losów Odry. Po meczu dziękujemy naszym zawodnikom za walkę, jak zawsze w tej rundzie przypominamy, że „Oderka nigdy nie zginie” i po ok. 15 minutach opuszczamy sektor gości.
Droga powrotna znów bardzo spokojna, choć rozdzielamy się i każdy jedzie swoim tempem. O północy nasz samochód świętuje urodziny jednego z członków eskapady, a tuż po pierwszej w nocy docieramy do Opola. I tak przechodzi do historii jeden z ostatnich takich wyjazdów za Odrą w najbliższym czasie.
09.05.16 Odra Opole : Dolcan Ząbki 0:0
Widzów: 500
Gości: 0
O meczach takich jak spotkanie z Dolcanem można napisać tylko w krótkich słowach. Mecz się niestety odbył. Wynik na boisku 0:0 choć piłkarzom zarzucić nic nie można. Na stadionie garstka kibiców, kilkadziesiąt osób w młynie. Kilka okrzyków na początku i końcu meczu. Piknik. Gości nie stwierdzono.
09.05.13 Flota Świnoujście : Odra Opole 2:0
Widzów: 1000
O tym ze jadę sam na mecz dowiedziałem się dopiero o 3:30, kiedy dostałem informację od kolegi, że nie da rady jechać nad morze. Wyruszyłem sam.
Podróż pociągiem nad morze ciągnęła się niemiłosiernie, a na miejsce dotarłem około godziny 13:30. Na miejscu dowiaduję się, że do centrum dostać się można tylko promem. Po krótkiej podróży wyruszam zwiedzać miasto. Po znalezieniu stadionu, kolejne kroki skierowałem nad polskie morze, gdzie, mimo silnego wiatru, spotkać można było kąpiących się i opalających. Po dwugodzinnym spacerze, ruszyłem w stronę stadionu.
Po dotarciu na miejsce i skierowaniu się pod sektor gości, ochroniarze nie kryli zdumienia, że jednak ktoś do nich zawitał i po krótkiej chwili znalazłem się w sektorze gości.
Jak się okazało nie byłem jedyny, bo po krzyknięciu „Odra Opole” na początku meczu, do klatki weszło dwóch starszych panów, mieszkających swego czasu w Chróścicach i kibicujących Oderce już od lat siedemdziesiątych. Kiedy obaj przenieśli się do sektora obok, do sektora gości weszła… kobieta z dzieckiem, będąca nad morzem na wakacjach.
Kiedy miejscowy młyn krzyczał „Kto wygra mecz”, licząc na odpowiedź stadionu ja krzyczałem „Odra”, co jak później się okazało wystarczyło do zakrzyczenia reszty trybun. Miejscowym najgłośniej wychodziły bluzgi na PZPN i sędziego, a w międzyczasie zaprezentowali skromną oprawę ze sreberek.
Po meczu który przegrywamy 2:0, udaję się na pociąg i po długiej podróży o 6 rano melduję się na dworcu w Opolu.
09.05.09 Odra Opole : Zagłębie Lubin 0:3
Widzów: 3500
Gości: ok. 1000
Przed meczem na jedym z Opolskich bosik ma miejsce turniej piłkarski. Zaraz po turnieju udaliśmy się wszyscy na stadion przy Oleskiej.
Pojawiło się na nim ponad 1000 fanów Zagłębia Lubin, którzy zajęli cały sektor gości i sektor buforowy, choć dokładna liczba może być trudna do ustalenia.
Dopingują oni bardzo głośno swoją drużynę i mają ze sobą wiele flag, a także transparent z pozdrowieniami dla chłopaków przebywających w miejscu odosobnienia. Nas na młynie kilka setek, ale dużo osób przypadkowych co odbija się na jakości dopingu. Czasem nasi goście i my śpiewamy coś razem.
W II połowie fani z Lubina odpalają trochę rac.
Prawdziwa zabawa zaczyna się ok. 70 minuty. Wówczas sektory gdzie siedzieli fani z Lubina pustoszeją, a oni wszyscy przechodzą na sektor zajmowany przez nas.
Od tej pory prawie 2000 osób wspólnie dopinguje obie drużyna. Takiego dopingu na Oleskiej chyba jeszcze nie było, wszyscy głośno śpiewają, skaczą, klaszczą. Wrażenie jest piorunujące!
Po meczu część osób musi wracać do Lubina, jednak większość rozchodzi się po Opolu i bawi się jeszcze dnia następnego.
Dziękujemy za przyjazd, udział w turnieju, wspólny doping i świetną zabawę po meczu wszystkim kibicom Zagłębia!
09.05.03 Korona Kielce : Odra Opole 2:0
Widzów: 7820
Nas: 153 (1 PB)
Wyjazd do Kielc był jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań rundy wiosennej. Po meczu w Opolu, któremu towarzyszyła oprawa, dużo gości i świetny doping, mieliśmy ambicję pokazać się na Koronie w jak najlepszy sposób. Mobilizacja była nie mała, organizatorzy napracowali się, aby wszystko było idealnie, za co dzięki dla nich!
W niedzielny poranek tuż po godzinie 10 wyruszamy w drogę. Kolejne napoje „energetyczne” poprawiają wszystkim humory i zaczyna się zabawa. Śpiewamy, żartujemy, klimat prawdziwego wyjazdu. Pierwszy postój mamy po ponad 2 godzinach od wyruszenia i dłuższą chwilę spędzamy na parkingu. Droga upływa nam sprawnie i na ponad dwie godziny przed meczem meldujemy się na stadionie.
Wejście na sektor, mimo obaw, odbywa się stosunkowo sprawnie. Sektor gości, jak i cały stadion to prawdziwy wzór dla reszty Polski. Obiekt wprawdzie jest szary i jak gdyby nie wykończony, ale naprawdę duży i robiący wrażenie. Na sektorze gości znajdują się toalety (nie budki toi-toi) dla kilkunastu osób, catering z prawdziwego zdarzenia i nie odnosi się wrażenia zamknięcia w „klatce” jak na większości sektorów dla gości w naszym kraju.
Stadion nie jest w czasie meczu wypełniony po brzegi, ale frekwencja jest duża (ponad 7 tysięcy osób). Bardzo wiele osób, w tym wszyscy na młynie (!) ubrani się w barwy klubowe co daje świetny efekt. Doping ze strony Scyzorów dość dobry jak sami zapewniają, nam z uwagi na akustykę stadionu trudno go ocenić. Około 80. minuty Korona prezentuje oprawę. Składa się ona z transparentu: „Doświadczeń masa Fantazją… ekstraklasa”. Oraz pasów materiału na całej trybunie za bramką. Namalowana na nich była postać „szalonego naukowca”, który dokonuje doświadczeń, zlewając jakieś żółte i czerwone płyny, a których wynikiem zapewne ma być rzeczona ekstraklasa. Rozmiar i graficzne wykonanie oprawy sprawiały świetne wrażenie.
Nas na sektorze 153 osoby, w tym 1 kibic Polonii Bytom. Doping z małymi przerwami, ale całkiem dobry. W drugiej połowie jest coraz lepiej, kolejne stracone gole pozwalają nam zapomnieć o wydarzeniach sportowych i skupić się na śpiewach. Te wychodzą coraz lepiej i coraz głośniej, a towarzystwo bawi się naprawdę dobrze.
Koniec meczu także nie oznacza końca naszych śpiewów, piłkarzom dziękujemy za ambitną walkę, do końca mimo przegranej 2:0 i równą grę z wyżej notowanym przeciwnikiem i dalej sławimy imię Odry Opole. Kiedy śpiewy milkną, czekamy jeszcze ok. 30 min na sektorze po czym zostajemy wypuszczeni, rozchodzimy się do autokarów oraz aut i ruszamy w drogę powrotną.
To jednak dopiero początek dobrej zabawy. W autokarze, w którym mieliśmy szczęście jechać, nikt nie zamula. Szybko rozpoczynają się śpiewy. Śpiewamy piosenki bardzo stare i całkiem nowe, nie pomijając też hitów już dobrze fanom Odry znanych. Wreszcie autobus dzieli się na pół i zaczyna się konkurencja w śpiewach. Tę „gównianą” rozgrywkę należy ocenić na remis. Dobry humor nie opuszcza też kierowcy autobusu i dzięki temu podróż do Opola mija nam bardzo szybko i przyjemnie. Około 1.00 w nocy jesteśmy w Opolu i wyjazd przechodzi do historii. Kto nie pojechał na ten mecz ma czego żałować.
Pragniemy podziękować kibicowi Polonii Bytom który wspierał nas na tym wyjeździe, kierowcy „patobusa” i wszystkim dzięki którym ten wyjazd był tak udany.
09.04.25 Odra Opole : Motor Lublin 1:0
Widzów: 1000
Gości: ok. 200
Mecz z Motorem Lublin należy do spotkań z gatunku bardzo interesujących. Spotkanie w sobotni wieczór nie było inne. Duża, około 200 osobowa grupa gości (w tym osoby ze Śląska Wrocław), duży, jak na sytuację w klubie i frekwencję na stadionie, młyn, a przede wszystkim dobry doping, spowodowały że był to mecz godny uwagi. Piłkarze Odry zagrali jak zwykle ambitnie, a niesieni dopingiem, strzelili bramkę i ostatecznie wygrali pierwsze (nie licząc walkoweru z Kmitą) spotkanie w tej rundzie.
Doping ze strony gości nie do ocenienia, gdyż byli niesłyszani kompletnie na sektorze A. Nasz doping niezły z momentami dobrymi, a nawet bardzo dobrymi. Śpiewamy długo, głośno i rytmicznie, bawimy się po meczu razem z piłkarzami.
Przez prawie całą drugą połowę machamy na sektorze małymi flagami na kiju, a pod koniec meczu odpalamy do tego 50 stroboskopów i 10 ogni wrocławskich co daje ładny efekt.
W czasie meczu debiutuje flaga Fan Clubu Tułowice. Ma ona 4,5m długości i prezentuje się bardzo ładnie.
09.04.22 Warta Poznań : Odra Opole 1:0
Widzów: 1100
Nas: 7 (4 ZL)
O wyjeździe do Poznania od początku było wiadomo jedno – nie będzie to wyjazd masowy. I nie był. Kilka dni przed wyjazdem zaczęło się poszukiwanie auta, jednak środowy termin uniemożliwił wielu osobom wyjazd, problemem okazało się też znalezienie transportu. Ostatecznie we wtorek wieczorem zapada ostateczna decyzja o wyjeździe pociągiem.
Na kilkanaście minut przed odjazdem na stacji Opole Główne zjawiają się 3 osoby. Liczba ta już nie wzrasta i minutę przed południem ta skromna grupa rusza w stronę Wrocławia. Podróż mija spokojnie, a pociąg jedzie zgodnie z planem, więc w stolicy województwa Dolnośląskiego mamy pięć minut na przesiadkę do pociągu, który miał nas zawieźć do Wielkopolski. Udało się zdążyć i spokojnie jedziemy do Poznania. Na miejscu po krótkich poszukiwaniach trafiamy na stadion, a pod sektorem gości czeka na nas… 4 fanów Zagłębia Lubin, aktualnie studiujących i mieszkających w Poznaniu. Tak więc na sektorze gości znajdujemy się w 7 osób.
Warta pokazuje skromna oprawe koszulke – sektorówke. Po słabym meczu, który nasi piłkarze, mimo ambitnej postawy, znów minimalnie przegrywają, ruszamy z powrotem na dworzec. Po drodze przez naszych przyjaciół zostajemy wyposażeni w jedzenie i picie na drogę. Kilka minut przed odjazdem wsiadamy do pociągu, żegnamy się z Zagłębiakami i pomału ruszamy w drogę powrotną. Ta upływa nam w dobrych nastrojach dość szybko i ok. 22.30 meldujemy się we Wrocławiu. Tu szybka przesiadka w pociąg do Opola i po godzinie docieramy do naszego miasta. Wyjazd przechodzi do historii po 12 godzinach od wyruszenia.
Dziękujemy za gościnę i pozdrawiamy kibiców Zagłębia, którzy byli z nami! Trzymajcie się!
Tego samego dnia ok. 40 fanów Odry Opole wspiera Zagłębie na meczu z GKSem Katowice.
09.04.11 Odra Opole : Wisła Płock 0:1
Widzów: 2000
Gości: ok. 50
Na meczu o dziwo zjawiło się dosyć dużo ludzi, jak na naszą sportową sytuację. Około 250-300 stawiło się w młynie. Nasz doping w 1 połowie dobry, z bardzo dobrymi momentami, w 2 połowie już trochę gorzej. Mecz przegrywamy 1-0, ale mimo to, prowadzimy jeszcze głośniejszy doping kilka minut po meczu. Oprawy brak, wieszamy za to wiele starych flag celem ich odświeżenia.
Gości ok 50, czasami ich słychać, machają dwoma flagami na kij.
09.04.05 Znicz Pruszków : Odra Opole 2:0
Widzów: 2000
Nas: 0
09.03.29 Odra Opole : GKS Katowice 1:2
Widzów: 2500
Gości: ok. 620
Mecze z GKSem Katowice zawsze należą do ciekawych kibicowsko. Nie inaczej miało być w niedzielę 29 marca.
Dwie godziny przed początkiem spotkania na stadionie zjawia się duża grupa fanów z Katowic. Pod stadionem śpiewają i odpalają trochę rac. Wszyscy są w żółtych koszulkach. Na stadionie melduje się ich ok. 620 osób z 4 flagami.
Fani Odry zjawiają się pod stadionem na ostatnią chwilę, zapewne z powodu nie sprzyjającej aury. Frekwencja na stadionie wynosi ok. 2 tys. osób, z czego mniej więcej pół tysiąca na sektorze A. Doping w pierwszej połowie dość słabo. Gieksa z niezłym dopingiem, z słabszymi i lepszymi momentami. My budzimy się tylko kilka razy by głośniej zaśpiewać. Prawdziwe kibicowskie emocje przynosi jednak dopiero druga połowa. Troszkę rozkręca się nasz doping. Trwają przygotowania do oprawy, której wykonanie bardzo utrudniał deszcz. Swoją oprawę prezentuje GKS. W jej skład wchodzi sektorówka w barwach Śląskiego klubu, z jego herbem w tle i czarną postacią kibica na pierwszym planie. Wszystkiemu towarzyszył transparent „Jednej sprawie oddanie całkowite”. Wkrótce potem machają żółto-zielono-czarnymi flagami na kij. Niedługo potem oprawa pojawiła się też po naszej stronie. Na płocie pojawił się biały napis na czarnym tle „Odra Opole” i herb w takiej samej kolorystyce. A na sektorze pojawiła się sektorówka czyli dłoń trzymająca płonącą racę, a pod nią napis Freedom Fighters (Wojownicy wolności) czyli nieco zmodyfikowany motyw graficzny z gry o takiej nazwie. Po chwili na górze sektora zapłonęło 30 rac ożywiając oprawę. W między czasie padają gole na 1:0 i 2:0 dla Katowiczan i wówczas o dziwo nasz doping poprawia się. Jest on jeszcze lepszy po kontaktowym golu Odry i taki już zostaje do końca meczu. Kibice GKSu śpiewają w końcówce meczu „Hej Odra nigdy nie zginie!” za co stadion dziękuje oklaskami i my także dziękujemy, szacunek! Śpiew ten był kilkukrotnie intonowany przez nas w czasie meczu. Po meczu dziękujemy naszym piłkarzom za walkę i mecz z GKSem przechodzi do historii.
09.03.22 Tur Turek : Odra Opole 1:1
Widzów: 1400
Nas: 22 (5 ZL)
Pierwszy wyjazd roku 2009, wypadł nam – fanom Opolskiej Odry do Tura. Mimo próby zorganizowania wyjazdu na to spotkanie, połączonego z podróżą do pobliskiej Łodzi na mecz tamtejszego Widzewa z naszymi Lubińskimi przyjaciółmi, nie zebrała się wystarczająca ilość osób, aby zamówić autokary. Dlatego też rozpoczęliśmy poszukiwanie samochodów, aby ruszyć na to spotkanie. Okazało się, ze niestety więcej jest chętnych niż miejsc w autach. Dlatego pojechał ten kto sam sobie załatwił transport i dość dużo zainteresowanych zostało w Opolu.
W niedzielny poranek, przed 7.00 na zbiórkę przybywają 4 samochody, a w nich 17 osób wybierające się na mecz, w tym 5 osób z LD’06. Wszyscy razem ruszamy w drogę, jednak zwarta kolumna dojeżdża tylko do Kluczborka, gdyż tam gubi się jeden samochód i od tej pory jedziemy próbując się spotkać, przez dłuższy czas. Pozostałem trzy auta jadą razem, aż do dobrze znanej nam, z poprzednich samochodowych wojaży, miejscowości Tumidaj, gdzie oczekujemy na nasze zguby. W tej mieścinie pod Sieradzem spotkamy się też z piątką naszych przyjaciół z Wielkiego Zagłębia. Wreszcie wszyscy jedziemy do pierwszego celu tego dnia – Turka. Gdy jesteśmy juz naprawdę blisko i spieszymy się, aby dojechać na czas, wszystkie auta zatrzymują umundurowani panowie, którzy postanawiają, że koniecznie spóźnimy się na mecz, trwa więc spisywanie i kipisz aut. Na stadion docieramy w obstawie z kilkuminutowym opóźnieniem. Bez większych problemów wchodzimy na sektor, gdzie jest nas 22. Bilety na ten pseudo sektor w szokującej cenie 15zł, za tą cenę mamy czuć się na sektorze „jak w domu”, choć nie wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do krat i drutu kolczastego w domu. Widoczność z sektora mocno ograniczona. Stoimy na przeciwko młynku miejscowych i dość łatwo ich zagłuszamy. Przez cały spotkanie śpiewamy sporadycznie, ale natychmiast milknie wówczas cały stadion. Pod koniec pierwszej połowy do naszej klatki wpada w piłkę, więc postanawiamy zagrać mecz piłkarski. Nie podoba się to miejscowym działaczom oraz ochronie i wreszcie oddajemy piłkę. W przerwie łapiemy druga piłkę i wymieniamy ją na catering. Duże kiełbaski, bułki, a także ciepła herbata były naprawdę smaczne i rozgrzały zmarznięte i zmoknięte towarzystwo. Odra wyrównuje pod koniec spotkania i remis 1:1 daje nam dość dużą satysfakcję.
Po meczu przybijamy piątki piłkarzom, dość sprawnie wychodzimy z sektora i ruszamy w kierunku Sieradza, zbaczamy jednak z drogi aby po dość krótkiej podróży spotykać się na parkingu z naszymi przyjaciółmi z Lubina, którzy udawali się do Łodzi.
09.03.14 Odra Opole : GKS Jastrzębie 0:1
Widzów: 2500
Gości: ok. 500
W dniu wczorajszym po raz pierwszy od kilku miesięcy kibice zawitali na stadion przy ulicy Oleskiej. W sytuacji, w której znajduje się klub trudno oceniać czy nie był to tez ostatni w tej rundzie mecz, który na tym stadionie widzieliśmy.
Frekwencja na stadionie, jak i na sektorze „A” była niezła jak na sytuację klubu, jednak pozostawiała wiele do życzenia. Fanów GKSu Jastrzębie zjawiło się w Opolu ok. 500 w tym Chemik Kędzierzyn i Hutnik Kraków. Początek meczu, pod względem dopingu bardzo dobry z obu stron, jednak z czasem słabł. Goście w II połowie kompletnie niesłyszalni na naszych sektorach. Wywieszają oni transparent o treści „Rzepka szacunek 26 V 07”. Robią też oprawę. Sektorówka przedstawia dwóch kibiców, z których jeden trzyma racę. Znajduje się na niej napis „Tam gdzie nasza ekipa”, którego dopełnia trans „mecze podwyższonego ryzyka”. Oprawa całkiem przyjemna dla oka.
LD’06 nie organizuje oprawy z powodu anormalnej sytuacji w klubie, która uniemożliwia planowanie czegokolwiek, fatalnych warunków atmosferycznych przez kilka dni przed meczem. Po za tym stawiamy sobie inne mecze za priorytet.
Piłkarze na inaugurację przegrywają niestety 1:0.
08.11.15 Podbeskidzie Bielsko-Biała : Odra Opole 2:0
Widzów: 2000
Nas: 10
Wyjazd na mecz z Podbeskidziem miał być okazją do odbicia się od dnia wyjazdowego i wreszcie na mecz pojechać w większej liczbie. Jednak Bielska drużyna z powodu remontu stadionu musi grać swoje mecze w Czechowicach-Dziedzicach gdzie nie są wpuszczani fani drużyny gości. Tak więc szansa na zorganizowany wyjazd prysła i pozostało pojechanie na mecz „incognito” co wiązało się z znacznym zmniejszeniem ilości wyjazdowiczów oraz niepewnością wejścia na stadion. Mimo to na kilka dni przed meczem zaczyna się zbieranie osób chętnych do wyjazdu na mecz.
W sobotę – 15. listopada wyjeżdża z jednego z Opolskich parkingów 9 osób w dwóch samochodach. Ruszamy w kierunku Strzelec Opolskich, gdzie dosiada się ostatni z naszych towarzyszy podróży, więc ostatecznie wyruszamy w 10 osób, w tym dwoje przedstawicieli LD’06. W Strzelcach wjeżdżamy na autostradę i jedziemy nią aż do Katowic. Potem zjeżdżamy w kierunku bielska i dobrą drogą jedziemy do Czechowic. Na miejscu trochę czasu zajmuje nam najpierw szukanie stadionu, a potem miejsca parkingowego. Ostatecznie spóźnieni o kilkanaście minut stajemy pod stadionem. Aby nabyć bilety należy okazać dowód tożsamości i okazuje się, że jesteśmy grupą kibiców gości. Obawialiśmy się, że nie wejdziemy na ten mecz, jednak dzięki ogarniętemu szefowi ochrony wszyscy wchodzimy na stadion, nawet osoba nie posiadająca dokumentów i znajduje się dla nas miejsce na… sektorze gości. W czasie meczu z boiska wieje nudą i nieudolnością, z obu stron. Jednak drużyną przeważającą było Podbeskidzie. Nam udaje się złożyć zamówienie w cateringu, mimo że pani, która go prowadziła uważała początkowo, że „nie ma nic do jedzenia”. Wprawdzie dość długo musimy czekać na podanie nam zamówienia, ale wreszcie dostajemy całkiem dobry posiłek. Po meczu dziękujemy piłkarzom za grę, śpiewamy „Czy wygrywasz czy nie…”, „Nigdy nie spadnie” i pozdrawiamy działaczy, którzy nie płacą naszym zawodnikom. Kiedy stajemy przy wyjściu z sektora, zaczyna się popis głupoty pewnego napompowanego ochroniarza. Jednak wspomniany już wcześniej szef ochrony studzi zapędy swojego podwładnego i bezproblemowo wypuszcza nas tuż po wyjściu ludzi ze stadionu. Docieramy więc do samochodów i spokojnie ruszamy w drogę powrotną. Krótki, tradycyjny postój w McDonaldzie i jedziemy na Opolszczyznę. Podróż po autostradzie mija oczywiście szybko i mimo słabego wyniku piłkarzy w dobrych humorach. W Strzelcach ostatnia przerwa i jazda do Opola. W domach meldujemy się ok. godziny 18.00 i jeden z najkrótszych wyjazdów tej jesieni przechodzi do historii.
Wszystkim, którzy postanowili się z nami wybrać dziękujemy i pozdrawiamy! Na uwagę zasługuje fakt, że 40% wczorajszej nasze załogi stanowili Fan-Clubowicze! Do zobaczenia wiosną!
Dziękujemy też kibicom z Bielska, którzy pomogli na w ostatnim tygodniu udzielając wielu pomocnych informacji.
08.11.08 Odra Opole : Stal Stalowa Wola 3:0
Widzów: 1500
Mecz ze Stalą Stalowa Wola był ostatnim jaki mogliśmy zobaczyć w roku 2008 w Opolu. Mimo trudnej sytuacji w Odrze wszyscy mieli nadzieję, że piłkarze odniosą sukces i umocnią swą pozycję w ligowej tabeli, a my – kibice pokażemy, że jesteśmy z drużyną zawsze.
Piłkarze spisali się doskonale i wygrali spokojnie 3:0 ku wielkiej radości zebranych na stadionie kibiców. Młyn mimo, że znacznie mniej liczebny niż w czasie spotkań z Widzewem czy Ruchem był głośny, a nowa piosenka świetnie się przyjęła. Kibiców ze Stalowej Woli przyjechało do Opola ok. 70.
W trakcie meczu na naszych sektorach wiszą dwa transparenty. Pierwszy o treści „Piłkarze to nie NIEWOLNICY. Należą im się pieniądze!”. To wyraz naszego zaniepokojenia sytuacją w klubie i poparcia dla piłkarzy. Drugi transparent zawisł na środku sektora „A”. Jego treść to słowa z wiersza Edwarda Słońskiego pod tytułem „Ta co nie zginęła”: „Bo wciąż na jawie widzę i co noc mi się śni, że Ta co nie zginęła wyrośnie z naszej krwi.”. Był on dla nas formą uczczenia 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Z tą rocznicą związana była też zaprezentowana przez nas oprawa.
Składała się ona z foli na płocie o treści: „Pride of Poland”, zaś na jej bokach znajdował się Polski orzeł w koronie i herb Odry. Nad nią powiewało kilka biało-czerwonych sztandarów, wszystkiego zaś dopełniły podświetlające folię i migające na sektorze stroboskopy.
Grupa Last Drakkar ’06 pragnie podziękować wszystkim, którzy pomogli nam w zorganizowaniu tej oprawy. Szczególne wyrazy wdzięczności kierujemy do osób, które przyniosły na mecz flagi w barwach narodowych! Dzięki!
08.10.28 Odra Opole : Ruch Chorzów 0:2 [1/8 PP]
Widzów: 3000
Gości: ok. 200
Zaledwie fani z Opola zdążyli zaleczyć ochrypnięte gardła po meczu z Łódzkim Widzewem, a już przyszło im grać z kolejnym renomowanym przeciwnikiem. Przeciwnikiem ciekawym zarówno piłkarsko (siódma drużyna ekstraklasy), jak i kibicowsko.
Wczoraj Opole odwiedził Ruch Chorzów. Gości przyjechało ok. 180-200 i prowadzili dobry doping w pierwszej połowie oraz sporadycznie śpiewali w drugiej. Nasz młyn wyglądał dość imponująca. Wprawdzie był mniejszy od tego z piątku, mniej jednolicie biały, ale i tak sprawiał bardzo pozytywne wrażenie, szczególnie na tle młynów jakie przez większość sezonu oglądaliśmy na obiekcie przy Oleskiej. W pierwszej połowie doping z naszej strony dość dobry i, co ważne, utrzymujący formę mimo utraty bramki. Próby współpracy młyna z trybuną krytą też wypadły jak najbardziej korzystnie. W drugiej połowie zmienił się bębniarz i po kilku próbach śpiewu równo z bębnem doping zaczął się rozkręcać. I rozkręcił się tak bardzo, ze kolejny stracony gol nie przeszkodził nam w zabawie. Wynik zszedł na drugi plan, istotnym było wsparcie dla naszych piłkarzy i pokazanie im, że nie zależnie od tego jakie są wyniki, jak wygląda sytuacja w klubie, my zawsze będziemy z nimi! A my tak zapamiętaliśmy się w dopingowaniu, że mimo zakończenia zawodów, słowa „Sialalalala! Hej! Odra gol!” niosły się po Opolu, a piłkarzom nie pozostało nic innego jak bawić się z nami. Pozostaje więc nam tylko wyrazić nadzieję, że taka frekwencja, zaangażowanie i doping będziemy oglądali na naszym stadionie już zawsze, nie zależnie od jakości przeciwnika i wyników drużyny!
Grupa Last Drakkar ’06 na to spotkanie przygotowała oprawę, której prezentacja okazała się niemożliwa z przyczyn niezależnych od nas. W związku z tym zaprezentujemy ją na meczu ze Stalą Stalowa Wola. Przepraszamy!
08.10.24 Odra Opole : Widzew Łódź 0:1
Widzów: 4000
Gości: ok. 650
Mecz z Widzewem był dla nas wydarzeniem rundy i jednym z najważniejszych meczów w historii. Miała to być dla fanów z Opola okazja by wyrwać się z marazmu i nareszcie pokazać swoje możliwości.
Na sektorze zebrało się ok. 1500 osób i był to na pewno jeden z najliczniejszych młynów jakie zebrały się na Oleskiej. Wyglądał on tym okazalej, że wszyscy ubrani byli w białe koszulki. Doping dzięki nowemu gniazdu i nagłośnieniu był dobry. W pierwszych minutach meczu prezentujemy oprawę składającą się z długiego transparentu „Lata mijają, a ja wciąż na ustach z pieśnią” oraz wyciętej sektorówki przedstawiającej śpiewającego kibica w szaliku Odry. Towarzyszyły tej oprawie sreberka w barwach klubowych. Efekt był dobry, choć kilka niedoróbek wkradło się w naszą oprawę. W dopingu pomagają nam bębniarze z Zagłębia Lubin, grający na naszym bębnie, oraz drugim z Bytomia. Obu zgodom bardzo dziękujemy za pomoc!! Druga połowa zaczyna się od rzucenia serpentyn, po czym coraz bardziej poprawiamy nasz doping. W końcówce meczu prezentujemy drugą oprawę transparent o wysokość 3-4,5 metra z hasłem „Zawsze wierni tej idei do ostatnich życia chwil” oraz większym ODRA obok herbu klubu. W tym czasie na sektorze „A” pojawiają się flagi na kijach, a po chwili następuje moment kulminacyjny gdyż na sektorze odpalona zostaje pirotechnika. Kikadziesiąt rac, mnóstwo stroboskopów i kilka Ogni Wrocławskich, daje oczywiście świetny efekt. Po zgaśnięciu wszelkich „błyskotek” zdejmujemy koszulki i bawimy się na całego dopingując naszą drużynę. Pozdrawiamy też oczywiście tych, którym ta oprawa nie przypadła na pewno do gustu. Doping mimo przegranej w ostatnich minutach na pewno mógł się podobać. Widzewa ok.700 osób, odpalają racę i kilka petard hukowych.
Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam w jakimkolwiek sposób. Przede wszystkim tym, którzy zaufali nam powierzając nam swoje pieniądze. Jednak od momentu planowania, przez promocję meczu, poprawę dopingu (ustawienie gniazda i nagłośnienia), aż po wykonanie oprawy na stadionie swojej pomocy udzieliło nam wiele osób, których nie sposób wymienić. Gdyby nie Wy, nic by się nam nie udało. Dziękujemy!!
08.10.18 Górnik Łęczna : Odra Opole 2:1
Widzów: 1500
Nas: 5
Mimo, iż w czwartek okazało się, że wyjazd do Łęcznej jest kolejnym na który nie uda się zorganizowana grupa kibiców z Opola to kilka osób po raz kolejny na spontanie załatwiło samochód, znalazło kierowcę i wybrało się w drogę. Piątka wyjazdowiczów została skompletowana kilka godzin przed wyjazdem – piątkową nocą. W skład tej piątki weszło dwóch Ultrasów z LD ’06.
W sobotę rano spotkamy się u jednego z podróżników w celu odebrania auta i ruszamy w drogę. Drogę jak się później okazało niezapomnianą i pełną przygód. Zaczęły się one tuż po wyjeździe z Opola kiedy to okazało się, że jechaliśmy kilka kilometrów, z dość dużą prędkością na tzw. flaku. Obraz opony kiedy się zorientowaliśmy był tragiczny. Była ona tak gorąca, ze nie można było jej zdjąć i tylko cudem nie została zniszczona felga. Po wymianie koła ruszamy w dalszą podróż. Jednak to dopiero początek przeżyć tego dnia. Tuz za Wieluniem mylimy zjazdy i zamiast w kierunku Bełchatowa jedziemy do Sieradza. Kiedy orientujemy się w sytuacji jesteśmy kilkadziesiąt kilometrów „w plecy” i podróż przez różne wioski przed sobą. Nie psuje nam to humorów, szczególnie, że po drodze mijamy takie metropolie jak np. Stolec. Po wyjechaniu na właściwą drogę czyli krajową ósemkę zaczynamy się denerwować, ze możemy na mecz nie zdążyć. Jedziemy więc bez dłuższych postojów w kierunku Radomia, a dalej Puław i omijając Lublin, Łęcznej. Kiedy zaczyna się pierwsza połowa mamy do przejechania ponad 100 kilometrów. Ostatecznie do celu podróży docieramy ok. 60 minuty meczu. Kiedy trafiamy na stadion parkujemy „na zderzaku”… radiowozu policyjnego. Żeby było jasne żaden wóz nie ucierpiał, ale panowie mundurowi postanawiają uprzykrzyć nam życie. W związku z tym tylko trójka może wejść na stadion, a pozostali dwaj muszą pozostać przy samochodzie do chwili przyjazdu patrolu. Spotkanie stoi na dość dobrym poziomie (tzn. ostatnie jego 20 minut które widzieliśmy), nasi piłkarze grają naprawdę nieźle i mogą strzelić kilka goli. Nie udaje się to jednak i ostatecznie przegrywamy 2:1. Nieco później okazuje się, że „parkowanie” kosztuje nas 200zł, a kierowcę 6 punktów karnych. Co gorsza okazuje się, że nie możemy wracać do domu gdyż musimy czekać na rzeczoznawcę, który oszacuje „straty”. I tu spotyka nas miła niespodzianka. Znajdują nas kibice Górnika i zapraszają na obiad. Udajemy się więc razem (ku zdziwieniu, rozpaczy i przerażeniu panów w mundurkach) do baru, gdzie jemy i pijemy. Po kilku chwilach dociera do nas kierowca, który opowiada nam o spotkaniu z rzeczoznawcą, który po prostu wyśmiał policję, odmówił wykonania zdjęć „zniszczonego” pojazdu, gdyż „nie ma czego fotografować” i nie wie co wpisać w protokole. Wystarczy to zapewne za komentarz do upierdliwego zachowania wiadomych panów…
W tym miejscu pragniemy bardzo serdecznie podziękować fanom z Łęcznej! Dzięki nim udaje nam, się też zaopatrzyć w wyśmienity lokalny trunek na drogę powrotną. Ta upływa nam spokojnie, w dobrych humorach, choć dość sennie. Do Opola docieramy w niedzielę o 5.30. Jedni udają się spać, inni zdrzemnąć się kilka minut, a jedna osoba udaje się bezpośrednio do pracy. Na koniec pozdrawiamy załogę czerwonego ferrari, szczególnie kierowcę, który bezpiecznie dowiózł nas w obie strony mimo wielu stresów i innych nie sprzyjających okoliczności. Dzięki i do następnego wspólnego wypadu (już autokarem)!
08.10.11 Odra Opole : Stilon Gorzów Wielkopolski 1:0
Widzów: 1000
Gości: ok. 25
W młynie zebrała się dość liczna grupa kibiców. Doping niewątpliwie był lepszy niż na większości meczów w Opolu w tej rundzie, choć były chwile przebłysków jak i nieco słabszego śpiewu. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na konieczność śpiewania non-stop na cały głos, z całego serca, nie możemy mieć momentów przestojów i gorszego dopingu. Ważne jest też śpiewanie w rytm bębna, co ułatwia równe i dłuższe śpiewanie. Cieszy niezła współpraca sektora „A” z trybuną krytą, co miejmy nadzieję zaowocuje w kolejnych meczach.
Na meczu obecnych ok. 25 fanów z Gorzowa.
Warto wspomnieć, też że w tym dniu bardzo miłą rocznice miał Fan-Club Kluczbork, którego flaga zadebiutowała 5 lat temu – na meczu Odra Opole : Zagłębie Sosnowiec 10 października 2003.
08.10.08 Dolcan Ząbki : Odra Opole 0:0
Widzów: 100
Nas: 0
08.10.04 Odra Opole : Flota Świnoujście 0:2
Widzów: 2000
Gości: ok. 25
Za nami spotkanie Odry z Flotą Świnoujście. Napisać o tym meczu cokolwiek dobrego jest bardzo trudno. Piłkarze niestety przegrali i to, co gorsza, po fatalnym występie. Mecz jako taki był po prostu strasznie nudny. Co gorsza nie lepiej wyglądały trybuny. Na stadionie było ok. 3000 osób, młyn głównie milczał.
Godna odnotowania jest wizyta ok. 25 fanów Floty.
08.09.27 Zagłębie Lubin : Odra Opole 3:0
Widzów: 4500
Nas: ok. 80
Wczoraj naszej Oderce przyszło grać, z potentatem Polskiego futbolu, a zarazem zaprzyjaźnioną z nami ekipą – Zagłębiem Lubin. Na ten mecz wybrało się ok. 80 fanów (w tym 3 z LD’06) z Opola.
Do Lubina część kibiców Odry wyruszyła jeszcze w piątek, jednak większość dotarła już w dniu meczu, a więc w sobotę. Reprezentacja LD’06 wraz z przyjaciółmi wyruszyła z Opola już rano, aby o 13.00 wystąpić w turnieju piłkarskim. Z powodu drobnych niedomówień, zasililiśmy szeregi innych drużyn (jednej drużyny Opolskiej i jednej Zagłębia). Po rozegraniu meczów grupowych udaliśmy się na bardzo smaczny obiad. W czasie kiedy cześć drużyn rozgrywała jeszcze swoje mecze, czyli półfinały i finał, reszta kibiców obu klubów konsolidowała się i bawiła. Około godziny 16.00 udaliśmy się na zbiórkę kibiców Zagłębia, a po przyjechaniu autobusów załadowaliśmy się do nich. W drodze na trasie Lubin-Polkowice oczywiście nieustanne śpiewy, podobnie pod stadionem. Około godzinę przed meczem jesteśmy już w okolicach stadionów i w towarzystwie kibiców Zagłębia spędzamy mile kolejne chwile. Kiedy mecz się rozpoczyna stajemy wszyscy obok fanów Zagłębia i rozpoczynamy doping. Naszym przyjaciołom wychodził on tego dnia świetnie, często do dopingu włączał się cały stadion, śpiewy były równe, rytmiczne, melodyczne i nie cichły w czasie klaskania. My także dopingujemy i jak na naszą liczbę i „zmęczenie” doping z pewnością nie był zły. Mecz piłkarze niestety przegrywają 3:0 i przerwana zostaje piękna passa meczów bez porażki, ale wierzymy, że mecz z Flotą zapoczątkuje kolejna passę, tym razem samych zwycięstw. Po meczu dzielimy się na dwie grupy, pierwsza musi wracać do Opola, druga ma szczęście pozostać w Lubinie i bawić się dalej.
W tym miejscu w imieniu wszystkich kibiców Odry bardzo serdecznie dziękujemy fanom Zagłębia Lubin za gościnę i zabawę!
08.09.23 Odra Opole : Polonia Bytom 2:0 [1/16 PP]
Widzów: 1500
Gości: ok. 200
Za nami pucharowe spotkanie z Polonią Bytom. Mecz przyjaźni stał na dobrym poziomie, zarówno piłkarsko jak i kibicowsko. W Opolu zagościło ok. 200 fanów Królowej Śląska, co jak na wtorkowy termin, jest bardzo dobrym wynikiem i zajęli miejsca na boku sektora A. Kibiców Opolskich na stadionie ok. 2000, z czego kilkuset na sektorze A. I mimo, że było nas mniej niż na poprzednim meczu ligowym, doping był znacznie lepszy. Kilka razy udało się naprawdę „ryknąć”, a praktycznie, ani przez chwilę nie było słabo. Długimi momentami udawało się bawić na sektorze co bardzo cieszy. Jak na mecz przyjaźni przystało często śpiewaliśmy razem z naszymi gośćmi z Bytomia, wzajemnie się pozdrawiając i wspierając. Mecz niewątpliwie upłynął w przyjaznej atmosferze. Musimy jednak dalej dawać z siebie wszystko, bo wczorajszy śpiew na pewno nie stanowił granic naszej możliwości. Przede wszystkim doping na takim poziomie musi być nie tylko na ważnych meczach (Korona, Polonia itp.) i kiedy wygrywamy, ale też kiedy drużynie się nie wiedzie lub gramy z mniej znanym przeciwnikiem. Co bardzo cieszy niesieni naszym dopingiem piłkarze Odry wygrali wczoraj ten ważny mecz i dali nam nadzieję, na kolejne sukcesy w PP, a przede wszystkim na spotkanie z przeciwnikiem z najwyższej kibicowskiej pułki (trafić nam się mogą choćby Lech Poznań, Wisłą Kraków, Legia Warszawa czy Górnik Zabrze).
Tak więc tytułem podsumowania można powiedzieć, że pojawiły się promienie nadziei na lepsze jutro Odry, zarówno pod względem kibicowania jak i piłkarskiej postawy naszej drużyny. Nie wolno jednak nikomu opaść na laury, przed nami jeszcze wiele pracy i musimy ją wykonać.
08.09.20 Odra Opole : Korona Kielce 2:0
Widzów: 3000
Gości: ok. 640
Mecz z Koroną Kielce miał być dla nas szansą by dobrze się pokazać od strony kibicowskiej. Zawitała do nas duża grupa kibiców gości, z estetyczną oprawą i świetnym dopingiem.
Jak na tym tle zaprezentowaliśmy się my?
Doping na pewno jak na taką ilość osób w młynie nie był zachwycający i trudno szukać usprawiedliwienia. Od pierwszej minuty wynik pomyślny dla Odry, doping prowadzony przez najwłaściwsze osoby, dobre warunki atmosferyczne, konkurencja na sektorze gości, oprawa. Czego chcieć więcej? Trudno nam znaleźć odpowiedź na to pytanie, ale z pewnością jeszcze w tej rundzie musimy popracować nad tym aspektem życia kibicowskiego w Opolu. W kwestii oprawy na pewno udało się zrealizować plany na ten mecz. Wszystkie prezentacje udały się, tak jak było zaplanowane. Na pewno nie jest to szczyt naszych możliwości i mamy nadzieję, że jeszcze w tej rundzie pokażemy znacznie lepsze choreografie. Pierwszym akcentem ultrasowskiem wczorajszego spotkania była sektorówka – koszulka, na której środku znajdował się napis… „Miejsce na Twoją REKLAMĘ”, była to prosta prezentacja, kierowana przede wszystkim do potencjalnych sponsorów Odry i miała na celu przypomnienie, iż Odra to klub znany na rynku i reklama obok jej herbu może być wspaniałym elementem marketingowym każdej firmy.
Kolejny punkt oprawy, prezentujemy pod koniec I połowy, na sektorze „A” pojawia się ten herb-sektorówka, a po jego bokach niebieskie oraz czerwone flagi na kijach, na płocie zaś widnieje długi transparent „To ten klub i te barwy, które szanuje każdy”. Druga połowa zaczyna się od rzucenia dość pokaźnej ilości serpentyn, co oczywiście daje zamierzony, ładny efekt. Na koniec zostawiamy główny punkt oprawy. U góry i dołu sektora pojawiły się transparenty o treści „Przełamiemy wszystkie lody, by wypłynąć na głebokie wody!”, a na sektorze pojawia się sektorówka przedstawiająca statek – drakkar. Była to oprawa podsumowująca pierwsze dwa lata działalności LD ’06 i dlatego właśnie taki motyw graficzny i hasło.
Wartym odnotowania jest fakt uczczenia rocznicy śmierci Karola „Małpy” Piróga, kibica Korony, przez fanów obu drużyn. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego uczczono go minutą ciszy, wymowna cisza towarzyszyła też oprawie gości poświęconej zmarłemu. Na płocie, naprzeciw trybuny krytej i sektora gości wisiał też transparent o treści „Śmierć kibica jak śmierć brata” będący wyrazem żalu, jaki każdy kibic czuje wspominają innego, zmarłego fanatyka.
Tytułem podsumowania można by powiedzieć, że nareszcie młyn wyglądał tak jak należy, oprawę można uznać za udaną, jednak doping koniecznie musimy poprawić, aby w przyszłości było lepiej.
08.09.13 Motor Lublin : Odra Opole 1:1
Widzów: 800
Nas: 5
Po wielu perypetiach w piątkowy wieczór i sobotni poranek, na mecz Odry do Lublina, udaje się wyjechać tylko 5 osobom.
Dopiero po 7.00 rano, po różnych przygodach o których nie warto pisać, wyjeżdżamy z Opola w kierunku Olesna (po ostatniego członka naszej załogi) i dalej w kierunku Częstochowy. Podróż upływała nam jak zawsze w dobrej atmosferze i dość szybko. Na dziurawych drogach Częstochowy nieco błądzimy, jednak szybko odnajdujemy drogę w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego, dalej zaś w stronę Opoczna i Radomia. Dojeżdżając do tego miasta na ponad dwie godziny przed meczem postanawiamy udać się na obiad do ulubionej restauracji wszystkich chyba podróżnych. Kiedy wyjeżdżamy z parkingu trafiamy w półgodzinny korek, jednak udaje nam się wyjechać w kierunku Puław. Do celu podróży mamy ponad 100km, które na skutek pogarszających się warunków pogodowych upływały nam dosyć wolno, udaje nam się jednak trafić do Lublina z kilkudziesięciominutowym zapasem, szukamy więc stadionu, co na skutek dobrze sporządzonej mapki udaje się bez większych problemów. Parkujemy w pobliżu i w tym miejscu zatrzymuje nas policja, która nakazuje nam udanie się na sektor gości. Jednak gdy stajemy pod tymże sektorem, ochrona nie chce nas wpuścić i wzywa jakiegoś dyrektorzynę ds. bezpieczeństwa. Pan ten jednak uznaje, że „bezpieczniejsi będziemy na… sektorach gospodarzy” i mimo, że mamy przy sobie listę wyjazdową, nie możemy wejść na sektor gości, gdyż nie zamówiliśmy biletów. Pod sektorem gości spotakała nas jeszcze jedna niespodzianka, a była nią… kibicka z Opola, będąca na szkoleniu w Lublinie, która razem z nami chciała obejrzeć mecz z sektora gości. Niestety, mimo jej aktywnego udziału w wykłócaniu się o nasze prawa, ona również nie obejrzała meczu z tego sektora. Całą tę sytuacje można podsumować słowami: kpina, wykręcanie się sianem i rzucanie kłód pod nogi. Jednak nie po to jechaliśmy 450 km od rana aby nie zobaczyć meczu, dlatego też dzwonimy do kibiców Motoru, którzy zjawiają się natychmiast i służą swą pomocną dłonią w dostaniu się na stadion za co bardzo dziękujemy! W ten wiec sposób mecz oglądamy od 30. minuty z sektora gospodarzy.
Obrazu gry nie mamy zamiaru komentować, jednak strzelony gol był dla nas wyjątkową niespodzianką. Kiedy wydawało się, że metoda „zrób jedną akcje w meczu, strzel i zamuruj” okaże się skuteczną, kilka sekund przed ostatnim gwizdkiem sędziego zawodnik drużyny gospodarzy, precyzyjnym strzałem z odległości wyrównuje wynik meczu.
Na skutek tego z żalem opuszczamy stadion, żegnamy fanów Motoru i udajemy się do auta. Podróż powrotna upływa nam pod znakiem świetnej zabawy, śpiewów i snu. W Piotrkowie Trybunalskim mylimy drogę, dzięki czemu udaje nam się znaleźć szybszą drogę do domu. Jedziemy jeszcze do Olesna, gdzie rozstajemy się z jednym z naszych kompanów i już szybko wracamy do Opola. W mieście wojewódzkim lądujemy tuż po drugiej, nasz niezastąpiony kiero S. rozwozi nas po domach i wyjazd można uznać za zakończony.
W ten sposób za nami pozostaje kolejny niezapomniany dzień, który na długo zostanie w naszej pamięci. Szkoda trochę wyniku, ale obiektywnie trzeba przyznać, że należy się z tego remisu cieszyć. Serdeczne pozdrowienia dla obecnych i dzięki za kolejny wspaniały wyjazd.
08.09.06 Odra Opole : Warta Poznań 1:1
Widzów: 600
Gości: 2
Kibice w Opolu stanęli wczoraj przed nie lada dylematem. O 17.00 swój mecz rozpoczynała reprezentacja Polski, zaś godzinę później po raz pierwszy od dwóch tygodni wystąpić miała przed Opolska publicznością Odra. W obu meczach kibice liczyli na komplet punktów. Niestety zarówno reprezentacja narodowa, jak i Opolska drużyna jedynie zremisowały 1:1, a gra żadnej z nich nie zachwyciła.
A jak zaprezentowali się kibice? Z Wrocławia otrzymaliśmy wiadomości, że doping był bardzo słaby, niestety to samo trzeba powiedzieć o śpiewach przy Oleskiej. Tragedia, młyn świeci pustkami, osób chcących śpiewać jest mało, zaangażowania także. W pierwszych kolejkach można było to tłumaczyć fatalna postawą drużyny, ale teraz jest lepiej, 6 kolejek bez porażki (nawet jeśli cześć remisów nie jest w pełni satysfakcjonująca), awans w tabeli w okolice 10. miejsca, a kibicowsko brak rozwoju. Z pewnością pora rozgrywania meczu nie była najszczęśliwsza, a konkurencja ogromna i to miało wpływ formę kibiców, ale nie należy szukać usprawiedliwień, trzeba zrobić wszystko by na kolejnych spotkaniach było lepiej.
Jednak najciekawsze wydarzenia od strony trybun spowodował delegat PZPN. Od pierwszych minut meczu na płocie sektora „A” wisiał transparent o treści „741 zatrzymanych, 0 strat, 1 widelec. STOP MEDIALNEJ PROWOKACJI!” był on naszym komentarzem do wtorkowych, pozasportowych „atrakcji” w trakcie derbów Warszawy i krytyką wycelowaną w stronę mediów (szczególnie tych podlegających ITI), który zrobiły, jak mówi przysłowie, z igły widły. Pan delegat jednak nie zauważył, że ten transparent nie zawiera żądnych zakazanych treści i nakazał go w przerwie zdjąć pod groźbą nie rozpoczęcia II połowy. Dlaczego podjął on taką decyzję, nie był łaskaw wyjaśnić. My jednak, aby nie robić problemów drużynie zdejmujemy ten transparent i … wraz z gwizdkiem rozpoczynającym drugą wieszamy go na górze sektora, zaś na dole w miejsce flagi pojawia się transparent o treści „Do delegata: Jaki przepis złamaliśmy?”, na odpowiedź próżno było czekać, ale mecz odbył się bez kolejnych zakłóceń ze strony, przedstawiciela piłkarskiej centrali.
Podsumowując. Spotkanie bez historii, z gatunku tych o których należy jak najszybciej zapomnieć, wcześniej wyciągając z nich wnioski, aby podobna sytuacja więcej nie musiała się powtórzyć.
08.09.03 Kmita Zabierzów : Odra Opole 0:1
Widzów: 100
Nas: 3
Za nami kolejna kolejka ligowych spotkań. Odra wywiozła w tej kolejce komplet punktów z Zabierzowa. Jest to drugie w tym sezonie ligowe zwycięstwo, a pierwsze na cudzym terenie.
Jak wyglądał ten mecz od strony kibicowskiej?
Z Opola do Zabierzowa wyruszyły 3 osoby, w tym dwoje ultrasów. Obieramy drogę kolejową. Nasz szlak wiedzie przez Gliwice oraz Katowice. Podróż upływa nam w miłej atmosferze i dość szybko. W Gliwicach przesiadamy się w pociąg do Katowic, kolejne pół godziny podróży i jesteśmy w stolicy aglomeracji Śląskiej. Tu szukamy odpowiedniego peronu, po drodze mijamy dość liczną i dobrze się prezentującą grupę kibiców Rakowa, wsiadamy w kolejny pociąg który ma nas zawieźć do celu naszej podróży. Znów miło i przyjemnie mija nam podróż, a bawimy się we własnym towarzystwie jak zawsze świetnie. Do Zabierzowa mieliśmy dojechać z godzinnym wyprzedzeniem i wszystko szło w tym kierunku, aż do Trzebini. Tam to czeka nas dłużysz postój z powodu awarii pociągu. Po kilkunastu minutach oczekiwania idziemy do kierownika pociągu, który rozwiewa nasze nadzieje, że dojedziemy na czas tym pociągiem. Decydujemy się więc kontynuować nasz wojaż w inny sposób, znajdujemy dworzec PKS… i okazuje się, że na autobus do Zabierzowa spóźniliśmy się ok. 5 minut. Postanawiamy więc złapać jakiegoś busa, dostajemy informacje, że czeka nas podróż z przesiadką, więc z Trzebini udajemy się po kilku minutach postoju do Krzeszowic, a stamtąd do Zabierzowa. Kierowca który wiedzie nas do celu naszej podróży, okazuje się być bardzo sympatycznym człowiekiem, więc prowadzimy z nim dysputy na różne ciekawe tematy i dostajemy wiele cennych rad. W radiowych faktach dowiadujemy się jaki jest „prawdziwy” obraz kibica oraz, że naszą podróż sponsoruje „mafia kibicowska parająca się handlem narkotykami”. Pozwolimy sobie te dziennikarskie brednie zostawić bez komentarza. W Zabierzowie wysiadamy tuż po godzinie 17.00, więc szybkim krokiem udajemy się na stadion, docieramy pod sektor gości, wchodzimy na niego i natychmiast zostajemy z niego wyrzuceni gdyż „dyrektor bezpieczeństwa nakazał kibiców gości posadzić wraz z gospodarzami”, nie pomagają prośby, a nawet interwencja policji, musimy zająć miejsce na trybunie gospodarzy. Oglądamy więc spotkanie od mniej więcej 20. minuty. O pozostałych 25 minutach można powiedzieć, że były i nie wiele więcej. Druga połowa zaś stała pod znakiem ataków lewą stroną boiska, już pierwsza z nich była bardzo groźna i piłka minimalnie minęła słupek, jednak druga zakończyła się już sukcesem i po ładnej centrze, Marcin Józefowicz ładnym szczupakiem zdobył gola dla Odry, jak się okazało gola na wagę 3 punktów. Około 20 minut przed końcem spotkania dzwonimy do miejscowej pizzerii. Po ostatnim gwizdku śpiewamy i cieszymy się wraz z piłkarzami, a potem udajemy się do wspomnianej pizzerii, łapiemy posiłek i biegniemy na dworzec kolejowy. Pociąg zawozi nas do Trzebini, gdzie przesiadamy się w kolejny do Katowic i tu okazuje się, że czekają nas ponad 2 godziny przerwy i zwiedzania miasta, odwiedzamy więc Cinema City, bardzo dobrze zaopatrzony spożywczy, rozmawiamy chwile o literaturze i udajemy się w okolice dworca, korzystając z reszty czasu idziemy do McDonalda, jeszcze chwilę zwiedzamy miasto i pomału udajemy się na dworzec, gdy podjeżdża nasz pociąg z trudem znajdujemy trzy wolne miejsca i spokojnie jedziemy do Opola, gdzie meldujemy się ok. 1.45. Tu czeka na nas nasz kierowca (dzięki za pomoc!) i szybko udajemy się do domów.
Niewątpliwie jest to dla nas kolejny świetny wyjazd, bo nie może być inny, kiedy ponad 12 godzin spędza się w gronie najlepszych znajomych!
08.08.30 Wisła Płock : Odra Opole 2:2
Widzów: 1500
Mimo, iż na wyjazd do Płocka nie udało się zorganizować autobusu, na sektorze gości melduje się 4 kibiców Odry. Pozostałą duża grupa, ok. 80 osób w tym Polonia, nie dotarła do Płocka.
Decyzję, że pojedziemy „choćby nie wiem co” podejmujemy już na początku tygodnia. Rozpoczynamy więc szukanie chętnych i kołowanie auta. Nie było to łatwe, ustalanie składu wyjazdowego trwało do późnych piątkowych godzin; auto okazało się, że trzeba będzie wynająć, jednak w sobotę rano okazuje się, że firma z którą byliśmy umówieni nie ma już aut, a inne życzą sobie dużej kaucji, której nie mamy. Jesteśmy zdesperowani jechać pociągiem, choćby na chwilę spotkania, jednak w ostatniej chwili spada nam z nieba auto.
Z Opola wyjechaliśmy ok. 11.30 i bezproblemowo mknęliśmy w kierunku centralnej Polski. Po drodze oczywiście atmosfera rewelacyjna. Śpiewy (niekoniecznie kibicowskie), żarty, dyskusje. Mimo kilku przerw po drodze do Kutna przyjeżdżamy mając 1,5 godziny zapasu. Udajemy się więc na miasto w celu znalezienia lokalu, który świadczy usługi kulinarne. Zadawalającego nas miejsca nie znajdujemy, szczególnie, że wymagane przez jedną osobę, są automaty do gry. O ile przy wjeździe do miasta sprawia ono wrażenie „speluny” o tyle rynek i główny deptak bardzo ładnie się prezentują. Ostatecznie udajemy się, na obrzeża miasta do McDonalda, w celu zjedzenia obiadu. Restauracja znajdowała się na szczęście dokładnie przy drodze wylotowej na Płock. Po około godzinie podróży bardzo fajną-szybką drogą docieramy do granic miasta, które wita nas kabaryną policji, za która jedziemy na stadion. Pięć minut przed pierwszym gwizdkiem jesteśmy już na ulicy Łukasiewicza. Jednak najpierw zastanawianie się władz klubu Wisła Płock, gdzie możemy zaparkować nasze „czerwone ferrari”, a potem ociąganie się z zabraniem od nas pieniędzy za bilety powoduje, ze gdy wchodzimy na sektor mecz już trwa. Na sektor jesteśmy prowadzeni w szczelnym kordonie co powoduje nasze, nieukrywane rozbawienie. Wisły kilkadziesiąt osób w młynie, który znajduje się tuż za sektorem buforowym, doping słaby nie licząc kilku momentów, machają jedną dużą flaga na kiju, rozwijają swoją znaną sektorówkę. My oczywiście z dopingiem, robimy nawet „szkocję” i „meksykańską falę”. Ogólnie zabawa na sektorze przednia. W przerwie pod sektor podjeżdża auto z cateringiem i wsuwamy kiełbasy, które są całkiem duże i dobre. Po przerwie dość szybko pierwszy rzut rożny dla Odry wykonywany z rogu znajdującego się tuż przed naszym sektorem. Śpiewamy więc z całych sił „będzie gol!” i … ku naszemu zdziwieniu bramka pada, której autorem jest znów Tomasz Copik i jest remis. Kilka chwil później sytuacja się powtarza, korner (tym razem z przeciwnego rogu), znów Odra rozgrywa ten stały fragment gry tak samo, my znów śpiewamy naszą piosenkę, i … znów pada gol, tym razem jego autorem jest Józefowicz i Oderka prowadzi 2:1 ku naszej wielkiej radości. Euforia trwała tylko kilka minut, gdyż po strzale z odległości piłkarza Wisły, Ganowicz niefortunnie odbija piłkę i ta ląduję w siatce bramki Fecia. Zaczyna się prawdziwa „obrona Częstochowy”, której efektem jest rzut karny („podobno jakaś ręka była”) dla gospodarzy. Na stadionie euforia, w nas iskierka nadziei, ale nasz bramkarz spisuje się wzorowo i zbija piłkę na poprzeczkę. Kolejne ataki Wisły nie przynoszą już efektu, a Odra nie wykorzystuje dwóch akcji „sam na sam” i wynik remisowy utrzymuje się do końca spotkania. Po meczu podbiegamy do ogrodzenia, gdzie przybiegają tez piłkarze, dziękujemy im za grę, przybijamy piątki i z nieukrywanym zadowolenie, po niezwykle emocjonującym meczu udajemy się w drogę powrotną. Idzie nam dobrze (w tym miejscu podziękowania dla S. który spisał się w roli kierowcy świetnie, dowożąc nas bezpiecznie na mecz i z powrotem) i zaliczając kilka postojów na „zaznaczenie obecności” i inne czynności, ok. 3.00 meldujemy się w Opolu.
Jaki był ten wyjazd? Rewelacyjny! Pojechaliśmy na ciekawy, daleki wyjazd w świetnym towarzystwie, a czego więcej można sobie życzyć?
08.08.23 Odra Opole : Znicz Pruszków 1:0
Widzów: 1500
Gości: 20
Mecz ze Zniczem Pruszków miał być spotkaniem w czasie którego nasi piłkarze przełamią nie moc i wreszcie odniosą zwycięstwo. Na sektorze gości kilka minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego zameldowało się 20 kibiców z Pruszkowa, z dwiema flagami. Śpiewali oni wytrwale wspomagając się bębnem. W naszym młynie kilkadziesiąt osób. Wspierają nas kibice Bytomskiej Polonii, których w tym miejscu serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy za wsparcie! Doping jak zwykle (ostatnimi czasy), czyli słabo. Dopiero po golu dla Odry coś się powoli rusza, a na sektorze zaczyna się zabawa. Piłkarze plan wypełnili i odnieśli zwycięstwo (stare porzekadło, że do trzech razy sztuka spełniło się gdyż był to pierwszy sukces w historii spotkań ze Zniczem). Mamy nadzieję, że tendencja zwyżkowa zostanie utrzymana co przełoży się na formę kibicowską.
08.08.16 GKS Katowice : Odra Opole 1:1
Widzów: 2500
Nas: 137 (40 PB)
Wyjazdy do Katowic na mecz z tak prestiżowym przeciwnikiem jak GKS były dla nas, kibiców Odry nadzwyczaj istotne i prestiżowe.
Dlatego też podobnie jak w maju mieliśmy na śląsk udać się pociągiem specjalnym, niestety z powodu małego zainteresowania musieliśmy zrezygnować z tej formy transportu i tym razem wyjechaliśmy z Opola dwoma autokarami w 97 osób. Podróż mija nam szybko i spokojnie, w Bytomiu zabieramy ze sobą 40 naszych przyjaciół z Polonii, którym serdecznie dziękujemy za wsparcie. Na ul. Bukową, przy której mieści się stadion GKSu przyjeżdżamy tuż po pierwszym gwizdku sędziego, jednak wchodzenie zajmuje ponad 20 minut i ostatni z nas wchodzą w 20 minucie meczu. Po przerwie Odra szybko traci gola, a my śpiewamy sporadycznie. Jednak obraz gry Opolskich grajków zmieniał się na lepsze, a w raz z nim także poziom naszych śpiewów. GKS notuje za sektorem starcie z policją i ochroną, w tym czasie wraz z nimi śpiewamy znane i lubiane piosenki. Ostatecznie spotkanie kończy się remisem 1:1 i po ok. pół godzinie opuszczamy sektor, udajemy się do autokarów i jedziemy do Opola bez żadnych ciekawszych zdarzeń. Wyjazd, mimo momentami słabej postawy piłkarzy i wyniku który mógł być lepszy, udany. Na ten wyjazd grupa Last Drakkar ’06 przygotowała oprawę, musieliśmy jednak zrezygnować z jej prezentacji, w związku z zbyt mała ilością osób na tym wyjeździe i okropną pogodą.
08.08.10 Odra Opole : Tur Turek 2:2
Widzów: 1800
Gości: 0
Drugi mecz w Opolu po dwóch porażkach 2:0 (z Podbeskidziem i GKSem Jastrzębie) i 2:1 w Stalowej Woli odbija się na frekwencji. Na stadionie niecałe 2000 osób z czego kilkadziesiąt na sektorze „A”. Doping sporadyczny i bez szału. Wynik 2:2 też trudno uznać za satysfakcjonujący. Jeśli dodać do tego brak fanów gości to mecz o którym można tylko zapomnieć.
08.08.06 GKS Jastrzębie : Odra Opole 2:0
Widzów: 3000
Nas: 66 (5 PB)
Kolejny mecz Odry to znów spotkanie wyjazdowe. Tym razem jedziemy na ważny wyjazd do Jastrzębia-Zdroju. Niestety z powodu środowego terminu rozgrywania tego meczu i zmiany organizatorów wyjazdów liczba wyjazdowa była nie tylko daleka od tej z poprzedniej rundy (350 osób, co stanowiło nasz rekord wyjazdowy), ale w ogóle nie mogła dawać satysfakcji.
Z Opola wyruszają na ten mecz dwa autokary, w ostateczności na sektorze gości zjawia się 66 kibiców, w tym 5 z Bytomia. Ultrasów w tej liczbie 4. Doping z naszej strony dość dobry, podobnie GKS Jastrzębia. Gospodarze wywieszają „prowokacyjny” transparent podkreślający Polskość Śląska Opolskiego (której nikt z fanów Odry, nie tylko nie podważa, ale wszyscy dumnie przypominają) i przyjaźń fanów GKSu z kibicami Chemika Kędzierzyn. Gospodarze prezentują też oprawę złożoną z pirotechniki i flag na kijach w barwach klubów z Jastrzębia i Kędzierzyna. Wyjazd bez żadnych szczególnych przeżyć.
08.08.01 Odra Opole : Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:2
Widzów: 3000
Gości: ok. 100
Pierwszy mecz w Opolu po słabym wyniku w Stalowej Woli przyciąga na stadion ok. 3000 osób, z tego kilkaset w młynie. Kibiców gości ok. 100. Jako, że mecz odbył się 1. sierpnia uczciliśmy pamięć Powstańców Warszawskich wywieszając na płocie transparent o treści: „Wolność się bierze, wolności się nie dostaje” z „kotwicą” – symbolem Polski Walczącej na środku. Doping z obu stron średni. Mecz bez historii.
08.07.26 Stal Stalowa Wola : Odra Opole 2:1
Widzów: 2000
Nas: 75 (25 PB)
Pierwszy mecz jesiennej rundy sezonu 2008/09 przyszło fanom Odry rozegrać na wyjeździe. Pierwszy cel naszej podróży to Stalowa Wola.
Na ten daleki wyjazd z Opola wyrusza ok. 50 osób w jednym autokarze i kilku samochodach. Na Śląsku dosiada się do nas 24 fanów Bytomskiej Polonii. Z powodu wymuszonych, a nieprzewidzianych postojów po drodze do odległego celu docieramy tuż przed meczem. Dość szybko wchodzimy jednak na sektor gości i wywieszamy 2 flagi. Na sektorze ok. 80 osób. Stal w pierwszej połowie bez flag i z słabym dopingiem. My z sporadycznym, ale dość dobrym, jak na taką liczbę, dopingiem. W drugiej połowie Stalowcy wywieszają flagi i ruszają z zorganizowanym dopingiem, do którego dość często włącza się cały stadion, wówczas efekt jest bardzo dobry. Wraz z poprawianiem się dopingu (od 0:1 do 2:1) doping gospodarzy coraz lepszy, my jednak nie zważając na wynik bawimy się i śpiewamy. Po meczu czekamy chwilę na stadionie na otwarcie bramy i ruszamy do autokaru.
Długa podróż upływa nam w pod znakiem zabawy, która niestety momentami przeradzała się w patologie, której skutkiem osoby odpowiedzialne za wyjazdy podjęły decyzję o ich zawieszeniu do czasu wyjaśnienia tych spraw lub znalezienia innych chętnych do organizacji. W Opolu meldujemy się nad ranem i pierwszy wyjazd rundy jesiennej przeszedł do historii.